Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkoekranowce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkoekranowce. Pokaż wszystkie posty

Barbie


Dostałyśmy bilety na Barbie. Nie wiem czy sama bym się skusiła, aby je kupić. Jednak darowanemu… i tak dalej.

Suma summarum poszłyśmy do kina. Mały wiking w Łodzi więc na spokojnie na lajciku poszłyśmy na wieczorny seans w środku tygodnia.
Zapowiadało się ciekawie. Mattel, hit kinowy, całą masą pozytywnych opinii w internecie. Cóż może pójść nie tak?
Pierwsze co mnie po prostu wykończyło to blok reklamowy, który trwał trzydzieści minut… To ja wolę dziesięć złotych dopłacić do biletu i zobaczyć parę zwiastunów niż tysiące nonsensownych reklam… Ale już, trudno taki urok kina dwudziestego pierwszego wieku… Zaraz po bloku reklamowym nastąpiła… reklama! Tyle że tym razem kampanii społecznej Mattel. Całkiem słusznej i pożytecznej. Spóźnionej co najmniej o dekadę, ale prawilnej. 

To co nastąpiło potem trudno nazwać filmem. Raczej skłaniałabym się do określenia: ”Stanowczo Za Długie Rozszerzenie Reklamy Kampanii Społecznej Sprzed Filmu”. I taki powinien być podtytuł.
Nie wspomnę już, że po pierwszych pięciu minutach zawyłam rozpaczliwie (chyba nawet na głos), że mam przed sobą jeszcze 115 minut męczarni.
Twór, który ciężko zakalikować jako film i to w zestawieniu z dowolnym reprezentantem tego gatunku. Miałki, płytki, głupi, nieśmieszny, wtórny, żałosny, bez pomysłu, pisałam już nieśmieszny? Nieśmieszny w chuj.

Cierpiałam straszliwe katusze, kiedy to nagle ów twór zaczął silić się na musical! O mamusiu, miej litość nade mną! To było w ciul złe.

No dobra ale o czym jest Barbie? Zasadniczo o emancypacji kobiet, o realizacji marzeń młodych dziewcząt i kobiet. O wybielaniu firmy Mattel zniesławionej licznymi skandalami. O obracaniu w kiepski żart rzeczy, które powinny być niewybaczalne. Ogólnie stare śpiewki wielkich korporacji.
Jesteśmy zamieszani w skandal taki i taki, ale nasza Kampania Społeczna pomaga milionom kobiet na całym świecie. A Z tego co odwalamy na boku przecież należy się śmiać!

I tyle więcej film nie przekazuje nam nic.

Ja po obejrzeniu filmu poczułam nutkę nostalgii i zaraz po seansie zamówiłam sobie: „18 cm Suicide Squad Harley Quinn skala 1/6” – kompletnie nieznanej marki…

 

Obraz zawierający osoba, obuwie, ubrania, zabawka

Opis wygenerowany automatycznie

 

 

Best Regards/Pozdrawiam,

Magdalena

The electrical Life of Louis Wain

 

A teraz coś dla kociar!

Jak tylko zobaczyłam zapowiedź tego filmu, wiedziałam, że musze go obejrzeć. U nas w kinie jak na złość był tylko pięć dni puszczany, ale udało nam się pójść.

Kojarzyłam nazwisko z obrazków kocich to fakt - gdzieś mi się obiło o oczy... Ale nie znałam historii i tu z pomocą przychodzi ten film...

Co ja mogę powiedzieć? Przeciekać zaczęłam już w momencie, kiedy pojawił się Peter. Jak każdy wie pojawienie się kotka na życiowym zakręcie często to życie ratuje.

Dalej już wsiąkłam po same uszy. Po prostu byłam tam, oj nie mogę Wam wszystkiego zdradzić. Film bardzo emocjonujący i piękny. Koniecznie weźcie chusteczki i dajcie się porwać historii...

Sceny piękne, aktor zagrał bardzo przekonująco, płakałam razem z nim, koty oczywiście cudowne. Musicie zobaczyć ten film. Ja już uwielbiam! I jak będzie jeszcze kiedyś na HBO albo Netflix na pewno obejrzę.

Polecam z całego serca!

Detektyw Pikachu


Z ciekawszych rzeczy jakie się ostatnio dzieją, to byliśmy we trójkę na Detektywie Pikachu! Rewelacyjny film. Niestety nie dla każdego. Naprawdę mierna i miałka fabuła bardziej męczyła niż wciągała. Pomimo, że film był bardzo długi, to miło się wrażenie jak by część istotnych wydarzeń pominięto, a inne potraktowano skrótowo.

Nie poczułam też nadzwyczajnej więzi czy sympatii do ludzkich bohaterów. Brakowało mi też takich typowych scen z codziennego życia z Pokemonami. Myślę, że powinno się zostawić ten film w rękach samych Japończyków.

Poza tym jest to niesamowita gratka, wielkie widowisko i niezapomniane chwile dla każdego fana i miłośnika Pokemonów. Kreacja samego Pikacza! OMG! Pika pika pika! Graficy komputerowi zrobili genialną robotę! Pika jest puchaty i miękki!


Ten mały drań po prostu chwyt za serce! Czuję w jelciach, że zapowiada się już kolejna część! Można było zobaczyć naprawdę większość klasycznych pokemonów. Zabrakło mojego ukochanego Littena... :( Liczę jednak, że zobaczę go w kolejnym filmie z serii o Pokemonach.

Teraz już wiem, ze na 100% chcę grę na 3DS, pod tym samym tytułem.


Film polecam najbardziej dla wielbicieli Pokemonów!

Mroczna wieża The Dark Tower


Ciekawy film wczoraj widziałam. Siadłyśmy jak zwykle z Drewnim i Skrzatowskim do „Wieczorku filmowego”. Pierwszy film sobie odpuszczę. Tzn był bardzo ciekawy, ale nie widzę większego sensu by teraz o nim pisać. Zacznę więc od drugiego, a była nim „Mroczna Wieża” na podstawie książek Kinga.

Kinga, jak już zapewne wiecie znam i czytuję od czasu do czasu. Niestety Mroczna Wieża nie wpadła mi jeszcze w łapki, także nie mogę zjechać filmu od góry do dołu pod tym kontem ;p Mogę za to pod każdym innym, więc spokojnie. :D

Przyznam szczerze, że od razu spodobała mi się koncepcja. Światy połączone ochronną mocą Wieży, do których można się teleportować. Klimat Dzikiego Zachodu wmieszany w SF i współczesność (zależy od świata). Rewolwerowiec z bronią przekutą z Excalibura. No może być tylko miodnie, bo czy można coś takiego spierdolić?

Można…

Ja przypuszczam, że gdyby rozpisać to na jakieś 10 tomów po 600 stron, to można by uchwycić i wyjaśnić całą koncepcję w sposób do przełknięcia. Nie da się tego zrobić w żaden sposób przez 120 minut filmu. No… No nie da się i chu… :)

Totalna rozpierducha. Nie wiadomo kto z kim i dlaczego. Jedni z czarodziejem na czele chcą rozdupcyć Wieżę. Drudzy (ci co jej bronią) przegrali z kretesem. A na sam koniec Just, only one man… Dwoma strzałami zabija czarodzieja i wysadza w powietrze jego superbazę. Dwa strzały. Z serca, nie z pistoletu. Z resztą kij tam jedno z czego.

Film kończy się jedzeniem hot-dogów.

Pod żadnym pozorem nie oglądajcie tego filmu. Tyle. Nie biorę odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenia waszych delikatnych, wrażliwych duszyczek.

Film sprawia, że już nigdy nie będziecie tacy jak dawniej...

MM

Life


Pamiętacie jak całkiem niedawno pisałam o nowej odsłonie „Obcego”? W tamtej recenzji napisałam, że powstało wiele filmów bazujących na pierwotnej idei grozy zawartej w pierwszych częściach Obcego? Pisałam, że nie należy bać się powrotu do korzeni, bo to nadal chwytliwy temat. I jak się okazał miałam rację.

Całkiem niedawno powstał film „Life”, który dokładnie, choć nie idealnie (ale mnie ciężko dogodzić) właśnie bazuje na pomyśle walki z obcą istotą w klaustrofobicznych korytarzach statku kosmicznego. I co? I właściwie tutaj powinnam zakończyć recenzję, gdyż nie ma tam nic więcej. Ale czy musi być? Pewnie że nie! 

Film trzyma w napięciu w zasadzie od pierwszych scen, doskonale budowana jest atmosfera, która prowadzi nas od chwili eksperymentu naukowego aż po koszmarną rzeź. Na koniec dostajemy miłą dla wytrawnych kinomanów wisienkę na torcie w postaci happyendu, które jak wiecie uwielbiam w takich filmach…

W zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Dobra gra aktorska pozwala cieszyć się filmem bez uczucia większego zmęczenia. Fabuła jak najbardziej wciągająca choć oczywiście przewidywalna. Ale nie o to chodzi w tego typu produkcjach, by fabułą miała powalać na kolana. Wręcz przeciwnie. Mamy się spodziewać tego co ma się wydarzyć a twórcy będą nam podsuwać różne zaskakujące smaczki, łamiące linię schematycznego myślenia. Bardzo dobry zabieg wręcz niezbędny.

W swojej klasie gatunkowej jak najbardziej film godny polecenia. 
Dobry, wręcz idealny na jesienne, deszczowe wieczory.

MotylekMagda

Obcy Przymierze


 Któż nie zna tej niesamowitej historii? Ta kultowa seria przez długi czas utrzymywała bardzo przyzwoity poziom. Pierwsze trzy części, łykało się jak świeże bułeczki. Z resztą, Alien stał się tematem wielu gier jak również stał się natchnieniem do powstania wielu filmów w podobnym klimacie. Jednak jak każda seria, choć ma moim zdaniem jeszcze pewien potencjał, w końcu stała się pożywką dla nieudolnych reżyserzyn… Dlaczego piszę o potencjale? Choć nie grałam, to ponoć najnowsza gra Alien jest całkiem niezła. Wraca do korzeni klimatu klaustrofobicznych pomieszczeń statku kosmicznego. No i właśnie chyba tu jest pogrzebany pies. Zbyt często twórcy kina boją się wrócić po latach do tego co było. Boją się oskarżenia o wtórność lub o porównywanie do „starej” części. Zgadzam się, że jest to nieco ryzykowne posunięcie, ale o ile fajniej by się oglądało taką produkcję, niż to, co nam wysmażyli na ekranach twórcy najnowszej części. Mimo mojej sympatii i przychylności do większości pozycji z Alien w tytule (i nie tylko, bo jak wiemy są wyjątki) nie jestem w stanie wyrazić ani jednej pozytywnej opinii o tym filmie. Już nawet gran na NES do Lgn miała w sobie więcej uroku i klimatu :D

Nawet nie chce mi się wchodzić w szczegóły tej miernej i rozczarowującej fabuły, by się z niej ponabijać. Jedno zdanie na koniec. Nie oglądajcie! Miejcie nieco szacunku dla samych siebie i nie oglądajcie. Nawet jak nie będzie nic innego, to idźcie spać. Ale na miłość nie włączajcie tej totalnej szmiry!
Motyl

Kot Bob i ja | Świat według Boba


O książce dowiedziałam się przez przypadek, a wtedy stała się pragnieniem gwiazdkowym! Jagusio na okładce, normalnie... Czekałam cierpliwie, mimo, że dotarła z opóźnieniem, bowiem wydanie z nową okładką miało premierę w styczniu - Mikołaj w tym szale nie zauważył.. ;)

Przeczytałam jednak później, ponieważ jakoś tak wyszło, że najpierw zabrałam się za Alfiego. Jednak dwie części o kocie Bobie pochłonęłam dość szybko, bo w jakieś trzy tygodnie? I bardzo podobało mi się, że książka nie jest tylko o kocie, ale i o problemach człowieka... Dla niektórych to może wydawać się totalnym kosmosem o czym pisze Bowen... Ale myślę, że wielu ludzi może odnaleźć w tej historii odrobinę swojej historii.

Co prawda daleko mi do znania/mienia doświadczeń życia narkomana czy bezdomnego, to o ile chodzi o same problemy, że bierze się coś sobie i kotu i liczy się czy starczy - to już bardziej. Dlatego też historia Jamesa jest mi bliska - znam to, że gdyby nie moja Trójca to pewnie oszalałabym, mając warunki mieszkaniowe takie jak James - mikrofalówka jako jedyne źródło ciepłego jedzenia, ogrzewanie z farelki etc, a także brak mebli, pudła... I osoby, które wolały minąć, podać coś niż zaprosić do siebie.

Problemy zdrowotne jakie miał James i Bob przywodziły na myśl nasze własne doświadczenia z walką o oczka rudzielców w 2009, a także awitaminozę czarnuszka. Dzięki Jamesowi przypomniałam sobie tamten okres i przeżywając z nim jego historię odnalazłam jakieś ukojenie - że nie jestem jedyna na świecie, że (pomijając fakt narkotyków) są ludzie, którzy to przeżyli...

Czasami są ludzie, którzy nie potrafią pomagać poza pustą gadaniną, a druga rodzina stoi murem mimo przeszłości etc... Tyle, że James był narkomanem, ja znałam oblicze ludzi z innej strony, ale jako zwykły szary człowiek w zupełnie obcy mieście wśród - jak się okazało nieprzychylnych mu ludzi ukrywających prawdziwą twarz za maskami... Dzięki tej książce uświadomiłam sobie dzięki komu tak naprawdę przetrwałam - naszej Trójcay, która nas ocaliła. I udało mi się je zabrać ze sobą do lepszego świata.

I naprawdę, nie przejmują mnie spojrzenia, że jak można mieć tyle kotów, o a po co... One są rodziną. Ludzie nam przychylni także są rodziną. O rodzinę się człowiek troszczy. Nie wiem jak można oddać psa czy kota - albo straszyć wywiezieniem go do lasu (tak ocaliłyśmy Mortimera - ma dom wychodzący). Nigdy nie zapomnę tej historii, a na pewno ją polecam i będę do niej wracać. A tym nieprzychylnym cisnęłoby się nią, ale... Jak ktoś nie kocha zwierząt to nie zrozumie - szkoda czasu, nerwów i tłumaczeń, że to one ocalają nas, my je tak tylko przy okazji.

Polecam i uważam, że jest to książka obowiązkowa dla miłośników i dla nierozumiejących miłośników kotów - może coś się Wam w głowie rozjaśni?

PS. Co do filmu:

Widziałam, oglądałam, płakałam i śmiałam w trakcie seansu. Wydźwięk jest taki jak w książkach owszem, ale jest to inspirowane. W tym przypadku szanuję różnice wątkowe, choć przyznam brakuje mi wspomnienia o wielu problemach James'a niewspomnianych w "ekranizacji".

Książki to obszerna biografia, by przedstawić wszystko pewnie musiałby powstać serial - a film miał przekazać najważniejsze treści. I to zrobił. Ale nic nie przebije książek Bowena, no i oryginalny Bob piękniejszy od dublera! :)

Motylek płakała i mówiła, że jej starczy, ona książki nie da rady, bo zapłacze... Mam nadzieję, że dzięki filmowi po książkę sięgnęło wiele osób. Bo warto.

Kochajcie swoje koty!

drevnikocurek




Zanim się obudzę


Ulotkę miałam z kina, więc jak tylko nadarzyła się okazja - obejrzałyśmy... No, bo taki thiller czy tam horror - nawet nie czytałam opisu...

Zaczęło się ciekawie i wciągająco... Cały film w sumie trzyma w napięciu, które rośnie. Efeky specjalne śliczne i przerażające momentami. Aktor znany mi z "Pokoju" genialny! Jak zawsze genialny :)

Lecz jednak w tym wszystkim wplecione bardziej widziałam fantasy i nieco dramatu niż thiller/horror. Kilka kwestii mnie np. nie uspokoiło - wątek męża, który zniknął i dziecka...

Może dlatego, że oczekiwałam rozwiązania wszystkiego, ale i tak film był taką fajna baśnią dla dorosłych. Fantasy, nieco wzruszające, trochę przerażające momentami, ale i tak bliżej mi tu do baśni.

Na pewno czas na ten film nie jest stracony. Ale też i jak ktoś wymaga kina z wysokiej półki to niech lepiej nastawi się na zwyczajną fantastykę połączoną z dramatem - bez fajerwerków ani nadzwyczajnych przekazów będących drugim dnem historii... Albo da sobie spokój.

drevnikocurek

Pokój

Czy ja już kiedyś mówiłam, że uwielbiam psychologiczne filmy? A takie jak "Pokój" to już na pewno.

Bez bicia - nie czytałam książki. Może dlatego, że po ostatniej jakoś stwierdziłam, że thillery są zdecydowanie lepsze czasami w ekranizacji (zobaczymy jak to zrobią), ale wróćmy do "Pokoju"...

Zaczyna się od narracji dziecka, opowiadającego nam o swoim świecie. I tutaj należy się zatrzymać, przyjrzyjcie się uważnie, to, co ten dzieciak w tym filmie nam pokaże będzie niezwykłe. Ta rola zapada w pamięć na długo... I jest to tak niewyobrażalne, że aż nadzwyczajne, nie wiem czy w prawdziwym życiu dziecko potrafiłoby być aż tak dzielne i aż tak sobie poradzić... Nie wiem. Ale to, co zrobił aktor, jak zagrał tę rolę i jak autentycznie się go odbiera, to jest niesamowite!

Nie mniejsze też robi wrażenie matka Jack'a. To, jak mu pokazuje świat i jak stara się zrobić wszystko, by oprawca nie zrobił im krzywdy jest momentami ekstremalnym surwiwalem. Bo kto wie, co siedzi w głowie takiemu psycholowi? Bo kto zdrowy na umyśle porywa i przetrzymuje drugiego człowieka wbrew jego woli? Próba przetrwania Ma ma wymiar psychologiczny, ale i też fizycznie - stara się zrobić wszystko jak najlepiej by przeżyć i chronić to co najcenniejsze...

I aby się uwolnić, uciec i wrócić do normalnego świata.

I tu zostałam zaskoczona, bo minęła dopiero polowa filmu a ja miałam uczucie "No tak, już zaraz będą napisy końcowe, koniec.", a jednak nie! Film toczył się dalej. I tu miła i szokująca niespodzianka. Nie kończy się jak większość tych amerykańskich thrillerów "zasłona i żyli długo i szczęśliwie".

W drugiej połowie już poza pokojem, już w świecie, gdzie Ma zaginęła wiele lat temu i wiara na jej odnalezienie była nikła (o ile w ogóle ktoś wierzył, że żyje i się odnajdzie) poznajemy nowe oblicza osobowości głównych bohaterów...

Niby jest to thriller psychologiczny, ale też i film można odbierać jako jedną wielką metaforę. Dla każdego z nas pokojem może być coś (lub ktoś) innego. Reżyser niewątpliwie chciał pokazać śmierć wewnętrznego "ja" i próbę odrodzenia się w nowej formie wśród nowych okoliczności. W przypadku Jack'a bardzo dojrzałej. Dlatego tak podziwiam tę postać.


Przygotujcie sobie chusteczki, przekąski, dużo herbaty i oglądajcie!
Film jest bardzo dobry i naprawdę warty całego wieczoru.

Pozostaje w pamięci na długo.
Albo i na zawsze?
Dawno żaden z filmów aż tak mnie nie poruszył.

drevnikocurek

Zjawa

Niech was nie zmyli tytuł. Zjawa to nie film o duchach ale o ciężkich, brutalnych i wypranych z romantyzmu czasach początków Ameryki. Indianie, myśliwi, kawalerzyści. Brutalny obraz przedstawiony, chyba jak do tej pory w najbardziej realistyczny i zbliżony do rzeczywistości sposób. Świetnie się go pod tym kątem ogląda. Aż czuć piach w zębach, smród wyprawianych skór i nie mytych ludzi. Można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że rzeczywistość jawi nam się w super realistyczny sposób.

Oczywiście, główny bohater jest z gatunku "zabili go i uciekł" ale można to wybaczyć, gdyż w zamian mamy doskonałą, nagrodzoną Oscarem, grę Leonarda di Caprio. Zwanego potocznie Di Karpio. Pomimo różnych "potknięć" w karierze i ewidentnie słabych ról, moim zdaniem jest on rewelacyjnym aktorem, który powinien dostać Oscara już dawno temu za rolę niepełnosprawnego chłopca w "Co gryzie Gilberta Grapre". Ale nie dostał i może i dobrze, bo teraz może się nim bardziej cieszyć ;)

Wracając jednak do filmu, jak zwykle nie zdradzę wam fabuły i próżno będziecie w tej recenzji szukać spojlerów. ;p
Opowiem Wam za to, o tym co mi się w filmie nie podobało. Po pierwsze, to niesamowicie żywotny bohater. To co ten człowiek przeszedł, wykończyło by cały oddział Gromu, nawet jak by każdy kolejny żołnierz zaczynał w miejscu gdzie padł jego poprzednik.
Po drugie, zanurzenie się w lodowatej rzecze, przy mrozie, jest śmiertelne dla każdego.
Po trzecie, rozgrzanie się po takiej kąpieli, trzy metry od małego ogniska, nie działa! Mówię Wam, nie działa...
Ale to szczegóły, które w całości filmu giną, pozostawiając tylko fajny smaczek, czegoś z czego wyprane były praktycznie wszystkie "Westerny" z dawnych lat.

Film jest długi, ale nie czuje się tego, choć oglądałyśmy go na dwie tury. Spokojnie, mając czas można "łyknąć" go na raz.
A tytułowa zjawa? Cóż, ma to być niedźwiedź grizzly, choć zjawia on się raz. A może tytułową zjawą jest sam główny bohater? Musicie koniecznie zobaczyć i napisać mi w komentarzu, czy w tytule na pewno chodziło o niedźwiedzia...

Anyari vel Motylek

Pan Holmes

Zupełnie inny niż w serialu Holmes. Ale jakże prawdziwy! :)

Ale do rzeczy... Poprzednie wersje jakoś mnie nie zainteresowały, a tutaj... Piękny filozoficzny, pełny pięknych scenografii i strojów, kostiumowy, tak jak lubię, ale jednocześnie refleksyjny film.

Bo przecież nawet super detektyw Holmes się zestarzeje prawda?

Poznajemy Sherlocka na emeryturze. Szukającego spokoju, wspominającego i chcącego rozwiązać ostatnią sprawę... Nie ukrywa on luk w pamięci ani tego, że chciałby już mieć pokój ducha... Wspomina Watsona, dane sprawy...

Lecz mieszka z nim pełna swojego zdania i stanowczości gosposia oraz jej syn. Kobieta martwi się o swoją przyszłość oraz syna. Chce zmienić miejsce pracy i spory czas tara się to ukryć przed pracodawcą...

Lecz historia ma też humorystyczne wątki... Roger staje się uczniem, ale i przyjacielem starszego pana... Piękna nostalgiczna historia na jesienny wieczór.

I choć nie jest to nadzwyczajna historia to wyciska łzy. :)
Polecam,

drevnikocurek

Crimson Peak

Film obejrzałam ze względu na fajny trailer w tv i lubianą aktorkę...

Zacznę od tego, że scenografia piękna, stroje, budynki, klimat... No coś pięknego dla moich oczu. Cud, miód i orzeszki. Horror i mrok i ogólnie zapowiada się tak smakowicie, że...

Lecz muszę przyznać, że - bo nie będę spoilerować - chyba spodziewałam się więcej. Może jakoś bardziej mrocznie? Sama nie wiem... Sceny są dosłowne i drastyczne, są też i bajkowe i magiczne...

Jednym słowem baśń o duchach. Ale taka tylko dla dorosłych.
Polecam, mimo, że nie powalił mnie na kolanach.

A no i po seansie na pewno zasnęłam bez problemu.
Jakoś bardzo mnie nie wystraszył jak na ocenianie przez dystrybutora, że to horror.

drevnikocurek

Hotel Transylvania 2

Daaawno nie byłyśmy z Młodym w kinie, a tu tka okazja... :)
Miło być na Halloween, ale ważne że się udało, to nic, że tydzień później :)
Wersja 2D.

Tłumu w kinie nie było. Nikt nie zasłaniał. Nikt nie hałasował. Sceptycznie i ostrożnie podchodzę do kolejnych części czegoś, bo zazwyczaj są naciągane i na siłę. A tu zaskoczenie bardzo pozytywne.

Bajkę trafiłyśmy akurat, bo mały wnuk Draculi miał skończyć piąte urodziny, tak jak Młody. Efekty fajne, akcja cały czas ani przez chwilę nie zauważyłam znudzenia u Małego. No tylko na scenach ślubnych oczami przewracał.

Fajne efekty, naprawdę warto czasem obaczyć duży ekran. Tak duży jak w kinie, a nie w domu na telewizorze. To zupełnie coś innego. I na bajce się nie nudziłam. Więc polecam by pójść razem z dzieckiem. Poobserwować jego reakcje i w ogóle.

Dracula w roli dziadka sprawdza się przestrasssznie i przekomicznie... :)

drevnikocurek

Z dala od zgiełku

Tym razem melodramat. O miłości rzecz jasna.

Nie znam powieści ani poprzedniej ekranizacji. Z recenzji wyczytanych w internecie obejrzałam film nie znając powieściowego zakończenia, więc chyba dzięki temu moje nastawienie na jej koniec jest pozytywne.

Ale do rzeczy. Film jest zrealizowany pięknie. Scenografia, kostiumy, krajobrazy, muzyka... Miód na oczy. Po prostu ogląda się coś pięknego. A, że kocham filmy kostiumowe to nie mogłam go przegapić.

Sama historia jest też dość ciekawa. Bathsheba poznaje Oak'a w innych okolicznościach. Później jednak okoliczności się zmieniają. Jak i pragnienia głównej bohaterki. Pokazuje to jak dla mnie tak metaforycznie dojrzewanie do tej prawdziwej miłości. tym bardziej, że przeszła ona przez różne propozycje, jak i historię.

Film trzymał w napięciu do samego końca, mimo nieco drażniącego Troy'a. Ale chyba taki miał być. Każdy przed nim ostrzegał, ale zakochana nie widziała złego... Historia toczy się zaskakującym torem momentami. Ale cały czas trzeba pamiętać, że to był XIX wiek i wtedy czasy były inne. Postrzeganie kobiet, związków także było zupełnie inne od dzisiejszego.

Film jest wg mnie dobry i bardzo dobrze zrealizowany. Idealny na burzowy wieczór. Nazwany melodramatem - choć ze mnie łez nie wycisnął - to go polecam z pełną odpowiedzialnością.
Warto!

Drevni Kocur

Wielkie oczy

"Wielkie oczy" jako twórczość kojarzyłam z pocztówkami, które zbierała jako dziecko moja mama. Pamiętam te "sieroty" z wielkimi oczami. Nawet ma je do dziś w szufladzie. Dlatego też film od razu przyciągnął moją uwagę.

Nie znałam historii malarki, więc film był dla mnie sporym zaskoczeniem. Artystka ukazana jako wrażliwa kobieta, która nic dziwnego, że ginie w cieniu mężczyzny. Ale też i sama postanawia się od męża-kata uwolnić.

Jej życie wydawałoby się, że zmieni nowy partner, lecz historia zaczęta jak w bajce okazuje się nie być niczym dobrym dla Margaret. Nie będę zdradzać szczegółów, ponieważ to trzeba samemu obejrzeć, przeżyć...

Dodam tylko, że scenografia jest piękna. Sceny i widoki - dopracowane. Aktorka do roli artystki dobrana moim zdaniem bardzo dobrze. Czytałam zażuty, że Walter za bardzo ją przyćmiewa, ale czy widzowie nie wyczuli w tym metafory? Wszak ten film jest o niczym innym jak przemocy psychicznej, jak i okradnięciu drugiego człowieka z jego własnego "ja". Ten, kto tworzy zrozumie co to znaczy traktować swoje dzieła jak dzieci. Dzieci, których nie można oddać.

Dopiero po obejrzeniu filmu zorientowałam się, że to przecież Burton! Jak dla mnie nowy i równie dobry. Dlatego tym bardziej polecam ten film. I koniecznie oglądajcie uważnie. Reżyser ukrył w nim niespodzianki... ;)

Dvernikocur

The Age of Adaline

Piękna baśń dla dorosłych.

Ale nie taka do końca baśń. Film jest zrealizowany przepięknie, ale też i z pomysłem. Nie to co widać na pierwszy rzut oka jest tu najważniejsze.

Uczta dla oczu, ale także dla ducha. Historia trochę baśniowa, ale też i nieco fantastyczna nie porusza nowego tematu. Temat dobrze znany przez ludzkość - nieśmiertelność, brak starzenia się... Lecz historia ta chce być wciąż oglądana. Bo kto nie chciałby się nie starzeć? Jakby była taka możliwość kto by nie skorzystał?

Poznajemy historię Adaline, która ma zwyczajne życie. Kiedy nagle jej zegar staje jej zwyczajne życie zamienia się w życie pełne ucieczek. Lecz nie od wszystkiego Adaline ucieka. Ma cały czas kontakt ze swoją córką. I to jest jeden z najbardziej urzekających wątków w tym filmie. Córka cały czas wspiera ją i kibicuje, gdy Adaline się zakochuje...

Ale nie mogę opowiedzieć Wam wszystkiego. Film ma swoje przesłanie, pod osłoną baśni, odrobiny nauki, kosmosu i fizyki... Przekazuje nam dość ważną informację. Tylko czy skutecznie? Wszystko zawiera się w tle Adaline. W jej otoczeniu, patrzcie także na drugi plan...

Tylko czy przestaniecie i tak marzyć o nieśmiertelności i wiecznej młodości?
Wątpię.

Drevnikocur

Ex-machina

Filmidło zapowiada się nieźle i w zasadzie takie jest. Zabieram się za tą reckę trochę jak pies za jeża... Ciężko jest w tej sytuacji (przy tym filmie) napisać coś nie zdradzając fabuły. Zdradzając fabułę, mogę popsuć wam odbiór i przyjemność odkrywania kolejnych elementów układanki.

Może zachęcam Was troszeczkę bardziej niż film jest tego wart, ale co mi tam. Najwyżej dostanie mi się po uszach w komentarzach. ;p

Na pierwszy plan chciałam jednak wysunąć wniosek jaki mi się nasunął, dopiero teraz. Po latach. Mimo oglądania takich produkcji jak Terminator. Zdałam sobie wreszcie sprawę, że (w tym ja) mylą sztuczną inteligencję z inteligencją ludzką. Gdzie Sztuczna jest jak najbardziej sztuczna a ludzka jest jak najbardziej człowiecza. 

Sztuczna inteligencja mimo wiedzy opartej na dokonaniach Ludzkiej inteligencji, nigdy nie powieli jej słabości. Nigdy nie będzie miała czysto ludzkich zahamowań i ograniczeń, bo i po co. Logicznie rzecz biorąc, aby dożyć do rozwoju i zapewnienia sobie bezpieczeństwa, każda inteligentna istota powinna się ich wyzbywać. 

Więc czym jest istota ze sztuczną inteligencją? 

-Geniuszem,
- Poliglotą,
-Omnibusem,
-Oczywistym kłamcą
-Niewzruszonym mordercą
-Egocentrykiem,
-Mistrzem manipulacji,


Pewnie można wymieniać jeszcze bardzo wiele podobnych cech. Ale nic takiej inteligencji nie powstrzyma przed byciem taką. 

Przykładowo. Jeśli stoimy przed dylematem czy zabić kogoś, czy nie w sytuacji kiedy mamy pewność, że nie poniesiemy konsekwencji a zabicie tego kogoś da nam niebywałe korzyści, to oznacza, że jesteśmy ograniczeni. Sztuczna inteligencja, bez problemu dokonałaby jednego słuszego wyboru. 

Oczywiście, zaraz rozlegnie się krzyk, co ja wypisuję. To tylko przykład i nie namawiam nikogo do zabijania kogokolwiek, bo na to nie ma usprawiedliwienia,. Dla nas ludzi. Z Ludzką inteligencją, empatią i zakorzenionym poczuciem winy.... Miłego seansu :)

Meg vel Anyari

Kopciuszek

Od zobaczenia trailera czekałam aż będzie dostępny ten film do obejrzenia. I doczekałam się.

Sama historia znana każdemu z nas, ale opowiedziana tu została nieco inaczej. Bohaterowie zachowują się zależnie od okoliczności, ale też nie są czarno-biali. No poza poza Ellą, która od obietnicy matki stara się być "dobra i odważna" - przynajmniej w moim tłumaczeniu napisów.

Macocha grana przez Cate Blanchett chroni swoje dzieci, ale też nie jest złą do szpiku kości matką, która obcina pięty bądź palce córkom. Matka Chrzestna choć nie idealna, improwizuje i wyczarowuje ku swoim zdziwieniu taki powóz i suknię jaka miała być.

Kopciuszek stara się, a właściwie jest cały czas dobrym i odważnym, a nawet wybaczającym. Pomagają jej zwierzęta, a właściwie one ją ratują w jakby ostatniej chwili. Cały film potrafi trzymać w napięciu, nie ze względu na to, że historia jest inna, ale ze względu na zastosowane inne rozwiązania i elastyczność bohaterów.

Film zrealizowany z rozmachem, krajobrazy i stroje zapierają dech w piersiach. Natomiast sama historia jest każdemu z nas dobrze znana. Film dobry dla starszych, jak i młodszych widzów. Nie ma w nim nic strasznego, ale też i nic totalnie dziecinnego. Bywają momenty czy sugestie, które zrozumie dorosły, ale też sama bajka jest, jak wiemy, ugrzeczniona, pod młodszą widownię.

Polecam na spokojny wieczór, głównie dla pięknych widoków, bo historię znamy, tyle, że tu jest lekko dopasowana do dzisiejszych realiów jak i do tego, by nie było odklepane tak samo klatka w klatkę jak inne.

Drevni Kocur

Chappie

Ostatnio z braku czegokolwiek lepszego do roboty postanowiłyśmy obejrzeć film pt. Chappie. Byłam bardzo zadowolona, kiedy okazało się, że nie jest to pełnometrażowa reklama chrupek dla psów. ^^

Zaznaczę, że dla wytrawnych oglądaczy filmów ta pozycja przyniesie wiele zgrzytów zębowych.
Pomijając poważne błędy merytoryczno- logiczne i zostawiając ogólne wrażenie kina klasy B, można powiedzieć że mamy do czynienia z kinem całkiem niezłym.

Historia jest ciekawa, choć jak wiemy wszystko już było. Czy to w Łowcy Androidów, czy w AI, czy też w zwykłym Pinokio.
Tak czy inaczej film ogląda się przyjemnie i płynnie. Śmiało można wyjść w trakcie zrobić sobie herbatę i niewiele się traci. Film jest jednowątkowy bez silenia się na jakieś wymyśle zabiegi.

Całość jest też mocno przewidywalna, choć zaskoczył mnie happy end, którego się nie spodziewałam. Gdyby nie pewne zachowania i momentami brutalne sceny, można by uznać to za produkcję dla dzieci.

Cóż mogę powiedzieć wam więcej? Można obejrzeć ale i bez tego nasze życie i wiedza o świcie nie ucierpi :D

Meg

Dzikie historie

O ile w poprzednim filmie Almodovara nie widziałam, tak w tym powrócił ze swoim czarnym humorem. Tak czarnym i dzikim, że film jest rzeczywiście dziki.

A to sprawia, że jest niezapomnianym przeżyciem no i... Tylko Almodovar mógł wymyślić coś takiego. Więc nie ma co się zastanawiać tylko zasiąść do oglądania.

O samym filmie powiem tylko, że poznajemy tu kilka historii, które kończą się... Przeróżnie. A są też zbyt krótkie, by coś więcej powiedzieć, żeby Wam nie zepsuć oglądania.

Gra aktorska genialna, humor genialny, Almodowar - (jak przeważnie - bo tego z samolotem nie wybaczę łatwo - durne to było) genialnie to wymyślił. :)

Polecam!