Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski autor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski autor. Pokaż wszystkie posty

Tam gdzie jesteś


Czytałam już Tomasza Betchera trzy książki, więc oczywiste było sięgnięcie z paczuszki do recenzji właśnie po "Tam gdzie jesteś". Lubię sobie obyczajówką zrobić przerwę od fantasy czy grozy...

Choć czasami właśnie jak czyta się obyczajową historię, człowiek ma wrażenie, że w czyjejś historii - opartej na faktach czy też nie - a która mogła wydarzyć się naprawdę te ona elementy występują.

Poznajemy historię Adama i Anny. Adam jest bezdomny od bardzo długiego czasu i trafia na taki opuszczony domek, że jego los splata się z losem córki właściciela...

W życiu Anny właśnie jest też ta groza, mimo że nie jest ona biedna i ma dobrą pracę. Adam ma swoje demony, które go prześladują... A magia się dzieje za sprawą nici, którą połączyła ich ścieżki...

Książkę czyta się błyskawicznie i widać, że Autor ma wprawę do wciągania Czytelnika bez reszty w fabułę. Nie znalazłam momentu, gdzie by mi się dłużyło. Temat schronisk, bezdomności, a także przemocy psychicznej wydaje się nie być wyzwaniem dla Pisarza. Po "Ogniach lotnych" teraz mam dylemat, która książka mi się bardziej podoba.

Mam wrażenie, że przeczytałam kawał ogromnie grubej książki, ale fizycznie ma ona 287 stron.
Czy szczęśliwe zakończenia są możliwe? Musicie się przekonać sami, czytając książkę o tych dwóch poturbowanych duszach...

Póki co stawiam na tej samej półce, co "Ognie lotne". I czekam na więcej!

Nie cudzołóż

 

Autorzy Anna Ryźlak @ankaryzlak oraz Marcin Popczyński @marcinpopczynski 

Na wstępie zaznaczę, że jest to debiut autorki i autora. Czytając domyślałam się, że kwestie damskie pisała pani, a męskie pan. Mamy tutaj, że tak określę tydzień z pamiętnika Karoliny i Jana. Nie czytałam jeszcze tak skonstruowanej powieści, ale taka forma jak najbardziej na plus.

Sama historia jest ciekawa, myślę, że możnaby podejrzewać, że mogła się wydarzyć naprawdę.

Są poruszone tematy polityczne, ale też i takie życiowe związkowe. Jest trochę medycznie, społecznie, ale też i przyziemne domowe sprawy... Nie ma jednak przy nich lania wody, ale same wzmianki pewnych problemów mogą skłaniać do refleksji nad swoim związkiem czy relacjami.

Lubię czytać debiuty, a taką literaturę obyczajową humorystyczną rzadko czytam, ale spełnia swoje zadanie - jest rozrywkowo z humorem, lekka, choć są ciężkie klimaty i tematy, ale bez przytłoczenia.

Jest to typowo wakacyjna, rozrywkowa lektura na jeden wieczór. Ja miałam okazję czytać przy okazji poczekalni u weterynarza... I skutecznie mnie od zamartwiania się odciągnęła.

Ogromy plus za psiego bohatera podobnego do spaniela. Brakuje mi nieco takich wątków w obyczajowych książkach.

Powieść jest zdecydowanie 18+ uprzedzam.

Idealna lektura na wakacje! 

Inspektorium

 

Marek Zychla 

Wydawnictwo Mięta 

Czaiłam się na tę książkę długo, przyznaję, ale zdarzył się nabór łączony i spośród stosiku trzech tytułów najlepszy zostawiłam sobie na koniec. I miałam rację. Inspektorium to postapo, jakiego potrzebowałam!

Ale od początku... Poznajemy zupełnie inny świat, gdzie jest cisza, gdzie są ukryte miasta... Gdzie po niebie śmigają Kule. Są szkoły, są dzieci, są łańcuchy... Jest Piwnica. Jest Inspektorium.

Niepokojącą, ale wciągająca historia. Od pierwszej strony czułam, że to coś wielkiego. Historia wcale nie jest łatwa, jest momentami smutna, momentami Mroczna...

Bo ten świat życia w świetle zasad wcale nie jest wesoły i kolorowy. Mnóstwo zakazów, nakazów, kar... Musisz być posłuszny - na każdym kroku jest mówione szeptem. Bo Kule usłyszą.

Czy to wszystko prawda, czy ludzkość jest oszukiwana? A może to wszytsko jakaś mistyfikacja siedzących wyżej i dalej od tego marnego losu?

A może trzeba będzie walczyć z Kulami?

Jeśli uwielbiacie takie klimaty to sięgajcie po Inspektorium! Ja przy drugim tomie mam zamiar przeczytać pierwszy jeszcze raz!

Książkę czyta się świetnie od pierwszych stron. Autor nie boi się ciężkich klimatów, tematów... Jest brud, jest smutek, łzy, jest krew...

Wszystko to, czego mi brakowało we współczesne grozie. Nareszcie znalazłam tego, czego szukałam. Brutalny świat spowity cieniem niepokoju...

Jak to wszystko się potoczy?

Niech Pan pisze więcej takich historii! Lubię takich odważnych pisarzy 🐈‍⬛

Ognie lotne

 

Ognie Lotne to moja trzecia książka Pana Tomasza Betchera i muszę powiedzieć, że po Szeptunie i Ta druga - spodobała mi się najbardziej!

Poznajemy grupkę dzieci, które są w Domu Dziecka. Każde ma swój bagaż pełny różnych przeżyć. Najbardziej autor skupia się na historii Karoliny i Damiana. Poznajemy ich początki, a później dalsze losy...

Bardzo mi się spodobało to, jak została poprowadzona ich opowieść. Autor nie boi się ciężkich tematów, a trudno tego uniknąć przy takich klimatach - utrata rodziców czy utrata przez rodziców praw do dzieci... Sam temat daje wiele do myślenia.

Pisarz tak prowadzi opowieść, że naprawdę ciężko było mi odłożyć książkę na bok. Najchętniej czytałam do późnego wieczora, by rano wstać i czytać dalej o losach Karoliny, a później o losach Damiana...

Jest to książka, która mnie zaskoczyła. Nie tak jak dwie inne, które znam. Tutaj nie spodziewałam się jak to wszystko się potoczy...

Polecam Wam bardzo, jeśli lubicie obyczajowe historie, gdzie można się wzruszyć, ale też i razem z bohaterami pokonywać trudności...

A Pan niech pisze, mam nadzieję, że jakaś jeszcze powieść mnie zaskoczy 😸

🔥🔥🔥🔥🔥/5

Dzieci Nieporządku

 


Debiut Maciej i Paweł Król 

Książka ma warstwy. Wg mnie te warstwy mają odniesienie do naszego współczesnego świata... Kryształy, które słyszą... Kryształy, które pokazują negatywne emocje... Czy nie kojarzy Wam się to z czymś? A kraj zajmujący inny?

Grupka przyjaciół w tym świecie musi sobie poradzić i się odnaleźć... Czy im się to uda? Kiedy na około zmienia się świat?

Zostajemy wrzuceni w świat, gdzie poznajemy kilku bohaterów. Jest Wodniczka Kiamand, jest Hal, jest Lori i Elad, no i Nenno. Każdy ma swoje traumy, tajemnice, cele... Tylko czy one są tak różne jakby się mogło wydawać? 

Wszystkie drogi wiodą w jedno miejsce... 

Książka jest napisana świetnie tak, że ciężko było mi odłożyć. Czytać do oślepnięcia - to najlepsze określenie jakie opisuje moje ostatnie dni.

Postacie mi się bardzo podobają, każda ma swoją historię i charakter. Oczywiście, że najbardziej kibicowałam Kiamand - jestem Wodnikiem ze znaku zodiaku, więc też ciężko się dziwić. Jej historia jakoś najbardziej mi obecnie jest najbliżej Serca. 

Bałam się, że się nie odnajdę w mnogości bohaterowi, ale błędnie... Przeskakujemy też momentami między miejscami akcji, ale autorzy napisali tę historię tak, że nie pogubiłam się ani razu. 

Na koniec muszę powiedzieć, że poza tym, że książka jest pięknie wydana to jest świetnie napisana! Jeśli to jest debiut tych panów - to ja się boję, co oni jeszcze nam napiszą! Ale czy z takim talentem można im nie kibicować? Niech Was muzy otaczają i wręcz zmuszają do pisania, bo ja chcę takie dobre książki czytać. To jest perełka wśród zalewu literatury i powieści, jaki teraz mamy na rynku. 

Totalne 10/10 i chcę więcej tworów wyobraźni tego duetu! ❤️‍🔥

Ta druga

 

Książkę przeczytałam w dwa dni, ale mam wrażenie jakbym przeczytała jakąś sagę. W sensie, że niby jest to powieść obyczajowa, ale poznajemy historię kilku osób z różnych perspektyw i w różnym czasie.

Na początku bałam się, że się nie będę mogła odnaleźć w skokach czasowych, ale niesłusznie. Autor pisze w taki sposób, że się nie pogubiłam i płynnie przeszłam całą historię. 

Powieść ma warstwy, które powoli razem z pisarzem odkrywamy - im dalej w historię tym więcej wychodzi na jaw. Nie ukrywam, że czytałam z zapartym tchem, by dowiedzieć się do czego to wszystko poprowadzi.

Jako fanką takich historii, mających vibe "Genialnej przyjaciółki" i "Firefly Lane", nie byłam zaskoczona samym zakończeniem, choć przyjemnie mi się czytało. Bohaterowie dają się lubić, każdy ma swój bagaż, pragnienia i marzenia. Lubię takie historie, gdzie właśnie są dwie przyjaciółki i poznajemy ich perypetie na przestrzeni lat.

Nie oceniam w żaden sposób ich wyborów, ponieważ tak naprawdę sami nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co zrobilibyśmy na ich miejscu. Moim zdaniem Tomasz Betcher napisał historię skłaniająca do refleksji, dzięki ukazaniu tak wielu historii w jednej niepozornej książce.

Nie chcę Wam nic zaspoilerować, więc tylko polecam Wam wiadro herbaty i książkę "Ta druga". 

Czy tylko czy aby na pewno "druga"?

Musicie przekonać się sami, o co w tym wszystkim chodzi.

Szmelc

 

Na wstępie wspomnę, że "Szmelc" to druga książka autora. Podobnie, jak w pierwszej jak tylko wsiąkłam to nie mogłam się oderwać od lektury.

Lucy wraca po latach do Polski do swojego przyjaciela. Jednak Zmora zapadł się pod ziemię, a w jego mieszkaniu są tylko koty i aparaty fotograficzne... Oraz pudełka pełne zdjęć...

Książka jest napisana świetnym językiem. Historia wciągnęła mnie jak w bagno, że zasypiając w sobotę nie mogłam doczekać się wstania i kontynuowania książki! 

Jednocześnie budzi niepokój, a z drugiej strony nie możesz przestać, bo chcesz wiedzieć, co będzie dalej! 

Widać, że autor miał wszystko dokładnie przemyślane i ułożone, a do tego doskonale wie, jak przyciągnąć czytelnika. Domyślam się, że książka była obmyślana i konstruowana miesiącami, a tutaj ja, całą na biało, dwie doby i...

Historia Lucy jest wg mnie świetna, budzi grozę, niepokój, zostanie we mnie na pewno na długo... Jakie ja miałam sny, gdy zasnęłam w połowie książki, ale rano niewzruszenie czytałam dalej. Nawet obiad jadłam szybko, żeby wrócić czytać...

Teraz po skończonej książce mogę tylko Wam powiedzieć, że jeśli lubicie takie klimaty, gdzie stopniowo Pisarz Was wciąga w dość niepokojącą historię, to nie zastanawiajcie się nawet!

Książka jest inna niż "Koniec mapy", ale wg mnie jeszcze lepsza! 

Nie pamiętam, czy ja pisałam, że jeśli "Koniec mapy" jest debiutem, to strach się bać, co będzie kolejne?

No to jeśli nie mówiłam to teraz podkreślam: Czytajcie "Szmelc", bo to druga książka i jest jeszcze lepsza i trzecią z zamkniętymi oczami sięgnę i przeczytam na sto procent. 

Pewnie znowu w dwa dni ;D

Niech Pan pisze! 

A @wydawnictwo_mieta zrobiło świetna okładkę - matowa i przyjemna w dotyku, a te krople krwi są takie błyszczące pod światło...

Już nie spojrzę na mój aparat fotograficzny tak samo!

Diabelstwò

 

Nie wie się, jak bardzo się tęskniło za książkowym miasteczkiem, do póki się nie siadzie do drugiego tomu. Przyznać teraz muszę, że stęskniłam się za Czartyżami. 

Drugi tom zaczyna się... Grubo. Znaczy... Nie spodziewałam się i bardzo mi się spodobało, że Pisarz nie boi się Czytelnika od razu wrzucić w sam środek kataklizmu nie tylko żywiołowego... Ale ja nie mogę zdradzać Wam szczegółów. 

Są dzieciaki, jest stary opuszczony dom, jest strach i niepokój, który pełza od pierwszych zdań po karku Czytelnika... Nim się spostrzeżecie oplecie Was pajęczyna mroku i nie będzie tak łatwo się wydostać... Bo gdzie się podziały drzwi, które tu były przed chwilą?!

A im dalej w piwnicę tym ciężej odłożyć było książkę na bok i wrócić do realnego świata. Jak tak pomyślę o tej historii to sama nie wiem, ale chyba jest jeszcze lepsza niż pierwszy tom. Strach się bać, co będzie dalej? Niech Pan pisze! Bo ja tu czekam na kolejne części!

Książka jest wydana przepięknie jak pierwszy tom, przepiękna okładka i malowane brzegi. A do tego wciąga i nie można jej ot tak odłożyć! Kibicowałam i bałam się razem do bohaterami aż do ostatniej strony!

Szukacie Stranger Things? Mamy nasze polskie!!! W Czartyżach!

Totalne 😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈/10

Wiła

 

W świąteczną przerwę sięgnęłam po dalszy ciąg Czarnego stawu i przepadłam!

Wiła podobała mi się zdecydowanie bardziej niż pierwsza część. Nie tylko za sprawą Pana Pulmana (też uwielbiam tego pisarza i kocham koty). Bohaterowie są już nieco dojrzalsi i pewniejsi siebie, a sprawa wciąga nas coraz bardziej w Krainę Twardowskiego...

Bardzo na plus jest, że Autor obok tematu znikających dzieci w lesie, porusza także tematy rodzinne, które są bliskie każdemu z nas. Książki są dedykowane młodzieży i moim zdaniem cenne jest wplątywanie ważnych aspektów dojrzewania, czy też z życia wziętych.

Historia ducha jest tutaj poprowadzona świetnie. Bardzo mi się podobała mimo, że jestem dorosłym czytelnikiem. Ale w sumie każdy z nas ma w sobie dziecko, które uwielbia przygody. Z zapartym tchem śledziłam co będzie dalej.

Minęło kilka dni od zakończenia książki, a ja nadal myślę o Panu Pullmanie. @robert_ziebinski pięknie wkomponował historię Kotka w książkę. I teraz przyznam, że ostatni rozdział płakałam. Na zmianę ze wzruszenia, ale i smutku. Koci przyjaciele są z nami całe nasze życie i są wieczni do póki mamy ich w Sercach. A Pullman jest wieczny podwójnie, bo na kartach tej świetnej książki 💓

@wydawnictwo_mieta zrobiło przepięknie tego kotka na brzegach stron 😻

Książkę można wciągnąć w jeden wieczór, ale ja sobie tak dobre piórko lubię dawkować. I czekam na kolejny tom!

Polecam!

Dziękuję Wydawnictwo Mięta za egzemplarz - stoi na półce z ulubionymi książkami.

Przypadłość


Przypadłość
 to kolejne dzieło Tomasza Sablika, które miałam przyjemność przeczytać. Po Windzie i Lęku wiedziałam, że poprzeczka jaką ustawił sobie autor jest wysoka i jako czytelniczka uszanowałam to. 

Kreacja bohaterów jak i kreacja świata jak zwykle zachwyca. Dbałość o szczegóły przywodzi na myśl Kingowski rozmach. Zanurzamy się w Przypadłość powoli, spokojnie i bezpowrotnie. Coraz głębiej i głębiej aż orientujemy się, że nie mamy czym oddychać, kiedy jest już za późno...

Po przeczytaniu zostaje jednak pewien niedosyt, jakby niektóre wątki nie zostały domknięte. Chciałoby się by było tego więcej, choćby za cenę kolejnych 200 stron. Być może taki był zamysł od początku? To już sam Pan Tomasz może powiedzieć. Mam jednak nieodparte wrażenie, że niektóre elementy zostały wyeksponowane do granic, a na inne, równie ciekawe zabrakło już miejsca...

Nie wiem czy słusznie, ale mam wrażenie, że książka ma strukturę przypominającą nieco stary, niemy film. Mówię tutaj o sposób dzielenia na części i tytuły tychże... Co jest dodatkowym smaczkiem. Może też te historie wprowadzone jakby urywkami są fragmentami filmów?

Książka sama w sobie ma świetny klimat z pewnego rodzaju demonem, motywem zegarów, jawy, snu... 
Nie mogę Wam za wiele zdradzić, ale warto poznać tę mroczną historię... Książkę czyta się bardzo dobrze, jednym tchem. 

Autor nie bierze jednak jeńców i na ogromny plus uważam przypomnienie o tym, że każdy z nas ma swoje demony, traumy i sekrety... Pomaganiem bez chęci przyjęcia pomocy - możemy komuś zaszkodzić... To są takie uniwersalne prawdy, ale mam wrażenie, że często się o tym zapomina...

Ogólne wrażenia mam bardzo pozytywne i uważam, że to kolejna perełka wśród literatury grozy... Szczególnie, że niewiele mamy pozycji z gatunku horror na rodzimym rynku. Dlatego należy cieszyć się, że tę lukę wypełnia tak dobry Pisarz jak Tomasz Sablik. Bardzo dziękuję za tę książkę i liczę na kolejne.

Na koniec zostawiłam coś, intrygującego, ponieważ Posłowie jest tutaj wisienką na torcie. Szczękę zbierałam długo i chyba jeszcze nie skończyłam. Od razu też, skojarzyłam to z teorią spiskową dotyczącą Boba Rossa. 😉

Czekam na więcej książek Autora. I od razu wspomnę, że to jest Pisarz, którego dzieła biorę w ciemno.

M.

Szeptun

 

Jako że miałam za sobą kilka książek z Szeptuchą w tytule zgłosiłam się i do Szeptuna. Autora przyznaję nie znałam poza opowiadaniem "Nieszczęścia chodzą trójkami" z kociej antologii. Okładka miła dla oka, a opis zapowiada lekką lekturę.

Wciągnęłam się od początku w opowieść, choć chyba początek mnie nieco zwiódł, bo myślałam, że będzie troszkę więcej ziół i magii. Więc od razu powiem, że jeśli ktoś szuka lektury o ziołolecznictwie i motywach słowiańskich to poza kwiatem paproci na początku i ogólnie motywu uzdrowiciela - niech nie spodziewa się więcej. Sama książka ma jednak bardzo przyjemny klimat gór, wycieczek w nieznane i jedno tajemnicze mroczne miejsce...

Poznajemy Waldka, mieszkającego w górach na uboczu oraz Julię z dwójką dzieci - nastoletnią Marysią i małym Kubą. Za sprawą rodziców jadą w poszukiwaniu pomocy dla małego chłopca, ale też i wytchnienia, wypoczynku, jakiejś namiastki wakacji dla wszystkich...

Tutaj muszę dodać, że nie jest to tak prosta lektura jak się wydaje. Poza akcją jaka dzieje się na bieżąco dostajemy kawałek historii każdego z bohaterów. Po przeczytaniu powieści miałam wrażenie, jak bym przeczytała o wiele grubszą książkę. Ogromny plus za kocura! Ja go już uwielbiam! W ogóle motyw kotów w książce to zawsze taka iskra słońca ❤️

Autor bardzo dobrze opisuje wydarzenia i miejsca, nie zauważyłam, żeby mi gdzieś coś zgrzytało. Sama historia przyjemna, dająca nadzieję, że mimo tajemnic, niedopowiedzeń może wszystko się jeszcze ułożyć. Mam może wrażenie tylko, że można było bardziej rozbudować te historię. Ale z drugiej strony wtedy nie byłaby to lekka lektura podnosząca na duchu, którą przeczytałabym w jeden wieczór... 

Przy okazji z powieści można dowiedzieć się kilku ciekawostek. Bardzo podobał mi się motyw przyjaciół za bliską granicą. Wszystkie wydarzenia jakie pisarz wplótł w te historię ubarwiły ją i sprawiły, że czytałam z zapartym tchem co się wydarzy dalej. Bo to mógł być spokojny wyjazd i miłość od pierwszego wejrzenia, ale to byłoby zbyt proste, prawda?

Książkę bardzo Wam polecam. Czytało mi się przyjemnie i dobrze spędziło przy niej czas. Mimo cięższych momentów, bo takie jest życie, prawda?, niesie nadzieję i podnosi na duchu.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu 💚

A autor wiedzę, że ma niejedną książkę na koncie, więc mam nadzieję, że trafię na jakiś jeszcze tytuł 😸

Nie mogę ci powiedzieć

 

Jest to nieodkładalna książka! Przeczytałam ją w jeden dzień i niczego nie żałuję. Od pierwszej strony wciągnęła mnie historia Damiana i jego rodziny.

Poznajemy historię z kilku perspektyw i to sprawiło też między innymi, że nie byłam w stanie tej książki odłożyć. Poznajemy osobiste myśli i bolączki kilku bohaterów - Damiana, Leona jego ojca i Simony jego cioci...

Klimat nastolatków, wyjazdy, imprezy oraz tajemnic, które ma każdy... Przepadłam w tej historii, a najbardziej pokochałam historię Simony. Leona podziwiam za jego siłę. A Damian. Cóż. Nie mogę Wam powiedzieć!

Książka jest bardzo dobra, świetnie się czyta. Jak ktoś lubi wątki mlm - chyba tak to się pisze oraz thrillery to polecam! 

Prowadzenie śledztwa z bohaterami to była prawdziwa przyjemność. I powiem szczerze, że zaskoczyło mnie rozwiązanie. Miałam przez cały czas jakąś nadzieję, że jednak...

Ale nie mogę Wam powiedzieć. Musicie sami przeczytać tę książkę. A warto! 🏳️‍🌈

Niech pan pisze i nie przestaje!!! 📚

Martwy ciąg

 

Są takie książki, które chce się sobie dawkować, a jednocześnie chce się wiedzieć, co będzie dalej! Tomasz Kozioł miał swój debiut książka pt "Dziewczyna, która klaszcze" dlatego też bez wahania zgłosiłam się do akcji recenzenckiej najnowszej powieści wydanej w Wydawnictwo Mięta.

Poznajemy grupę chłopaków i tajemniczego trenera... Towarzyszymy im przy otwieraniu nowego biznesu. Jak się można domyślić, nie wszystko pójdzie po ich myśli...

Autor powoli wprowadza nas w historię każdego z bohaterów, poznajemy ich przeszłość, bolączki, lęki... Daje nam polubić Andrzeja. I ja mu naprawdę kibicowałam.

Jak samo piękne wydanie sugeruje jest to literatura grozy... I powiem Wam, że takiej grozy to ja jeszcze nie czytałam! Zaczyna się naprawdę dość przerażająco przynajmniej dla mnie... A potem już zaczyna się jazda bez trzymanki!

Pan Tomasz takie dobre pióro, że pozwala się wtopić w historię, być jakby z bohaterami... A jednocześnie, nie wiem, kiedy tyle tych stron minęło! I chcę się więcej Pana książek! Niech pan pisze! 😁

Kiciusie koty sierściuchy


Opowiadania dawkowałam sobie po jednym dziennie, stąd trochę trwało moje czytanie. 11 opowiadań - 11 dni.
Zanim przejdę do treści to chciałam zauważyć, że wydanie jest przepiękne. Jakość okładki i świetnie dobrane kolory współgrają ze sobą. I ta wklejka w kocie łapki! Książka wygląda mrucząco!
Opowiadanie Tomasza Betchera zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie - obyczajowa powieść z dobrym zakończeniem. Ramzes czarny kot zostanie mi w pamięci na długo.
Opowiadanie Karoliny Głogowskiej mnie nie zawiodło. Po Szeptance spodziewałam się właśnie takiej historii... Szary kotek, miau ;) Podobnie Katarzyna Berenika Miszczuk wprowadziła mnie nieco w pole w swojej słowiańskiej historii... Ale uwielbiam! Takie kotki góra! 😸 
S. J. Lorenc zaskoczył mnie tematem nadprzyrodzonym, ale bardzo dobrze mi się czytało jego opowiadanie. No i ta Wieczna! Chciałabym, aby wszystkie moje koty tak... ❤️
I tutaj wypada wspomnieć o opowiadaniu takiej wg mnie minipowieści Joan Neumann o Strażniku Dusz. Bardzo mi się spodobało, że jest nim kotek... Świetne opowiadanie na czas jesienny... 🖤🪽
Opowiadanie Magdaleny Kruszewskiej dobrze się czytało, ale kot został tu inaczej zinterpretowany. Podobnie w opowiadaniu Ewy Małecki - to też była minipowieść obyczajowa. Jednak pani Ewa chyba zostawiła troszkę pole do interpretacji...
Najbardziej mnie poruszyło opowiadanie Joan Neumann - Strażnik Dusz. Odebrałam to jak taką mini powieść, przypominającą o tym, co w życiu najważniejsze... Myślę, że wrócę do niego.jeszcze raz jak tylko przestanę płakać na myśl o nim. Coś cudownego. 🩵🪽
Ale później nadszedł moment na weselsze opowiadanie autorstwa Aga Sana Psi(ko)tek i tutaj byłam wdzięczna za taka kolejność opowiadań - pocieszona na duchu ta pozytywną historią... Bardzo przyjemne i fajne.
Na koniec zostały ciężkie kalibry tak bym to nazwała. Ale po kolei. Jeśli chcecie popłakać polecam Wam opowiadanie Rudzik - Wojciech Wojnowicz. Poza historia kota jest tam nieco tła z naszej historii o obozach i wojnie.
Kolejne opowiadanie Marka Zychla budzi we mnie mieszane uczucia, bo koty góra, ale czy ja wiem, czy to fajnie być człowiekiem? Przypomina czasy dawnych blokowisk i naprawdę okrutnych dzieciaków, ale chyba zbyt brutalne jak na mnie. Niemniej pomysł ciekawy.
Na koniec opowiadanie Izabeli Żukowskiej 
doskonałe na zakończenie takiej antologii... Historia wydarzyła się naprawdę, więc nie powiem nic więcej poza tym, że trzeba przeczytać! Antologia w całości jest wg mnie świetnym zbiorem przeróżnych historii. Polecam! Miau! 🐱


Połączenia Robert Sosnowski


Sięgając po książkę nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Książka jest na pewno dla dorosłych czytelników - zaznaczam na początku. 

Okładka jest dość artystyczna i przyznam, że pewnie bym się nie zdecydowała na kupienie jej w sklepie. Teraz wiem, że straciłabym przez to szanse na poznanie dość niezwykłej książki.

Poznajemy grupę przyjaciół, którzy spędzają czas razem... Jednak nie tylko oni tutaj grają swoją rolę. Obserwuje ich piasek... Otoczenie... 

I tutaj się zatrzymam, by Wam powiedzieć, że ciężko sklasyfikować tę powieść. Dla mnie była ona poetycka, jednocześnie też filozoficzna...

"Połączenia" to książka, która ma warstwy. Dryfujemy przez myśli, odczucia, przez filozofię Carpe Diem...

Jeśli szukacie idealnej książki właśnie na sierpień, kiedy już powoli wkracza jesień to jest idealna. Poetycka, wielowarstwowa, wielowymiarowa powieść... Obrazy w książce są uzupełnieniem tekstu. 

W książce płyniemy przez codzienność, myśli, jesteśmy cichymi obserwatorami... 

,,- Patrzę na świat ze świadomością wiecznego życia atomów, wiecznego obrotu cząstek. Coś jest w czymś, a potem staje się jeszcze czymś innym, ale i tak trwa w nieskończoność.''

Książka jest inna niż wszystkie - ciekawa, dziwna... Trochę jest tu filozofii, ale i grozy w pewnym momencie... Ja bym nazwała ją po prostu literatura piękną. 

Polecam, jeśli szukacie czegoś nietypowego, niezwykłego, wyróżniającego się od typowej powieści obyczajowej.

Dziękuję za możliwość przeczytania tak wyjątkowej książki. Zostanie we mnie na długo!

DK

Las ze skał

 

Nadszedł ten moment! 🧝🏻‍♂️🌳🌲🌿☘️🍃🍂🍁

@basnodwochksiezycach (Instagram) książka "Las ze Skał" 

Autor Zaczarowany Świerszcz - wydana w @empik.selfpublishing .

Jeśli tęsknicie do pięknych baśni pisanych poetyckim językiem to właśnie jest książka dla was!

Na początku przestraszyłam się trochę ciężkiej paczki, ale okazuje się, że niesłusznie. 

Książka ma 465 stron, ale przeczytałam ją jednym tchem. Czcionka jest duża i wygodnie się czyta. Książka wg mnie porządnie wydana mimo miękkiej okładki.

Poznajemy kilka postaci - bardzo barwny świat, ale zdradzę Wam tylko, że spotkacie tam skrzaty, czarnoksiężnika i sylfa. Więcej nie zdradzę, bo byłby to spoiler, a książkę naprawdę warto przeczytać.

Jeśli tęsknicie za klimatem Hobbita, Willow i Legendy to nie zawiedziecie się! Baśniowe opisy miejsc i postaci pięknie mi się ukazywały w wyobraźni. Dawno nie czytałam opowieści z tak magicznych krain. 

Wyruszcie w podróż do "Lasu ze Skał" - zapewne przepadniecie tam jak ja... Nieśmiało wyglądając kolejnych książek...

Podziwiam Zaczarowanego Świerszcza za odwagę, za ilustracje do książki, a także za spełnienie marzenia poprzez samowydawanie. Trzeba nam więcej takich baśni w tym szarym świecie 💚

Gratuluję🍃☘️

Koniec Mapy

 

Zaczynamy od poznania ekipy udającej się na wyprawę na lotnisku. Mi się bardzo spodobało to, że poznajemy wydarzenia od strony różnych osób. Dzięki temu zabiegowi autor pokazuje nam ich cechy i myśli. Oraz motywy wyprawy, co nimi kieruje... 

A w to wszystko wpleciony jest świetny pamiętnik naukowca, który opowiada między innymi o Terrorze - oglądałam o tej wyprawie serial, więc wpadłam już w tym momencie w zachwyt po uszy. 

Akcja rozwija się stopniowo, co bardzo mi odpowiadało, choć przyznam, że ciężko mi było książkę odłożyć. Ciężki tydzień tylko mnie powstrzymał przed czytaniem przed snem, bo bym zarwała noc przed pracą. A tak zarywałam tylko w weekendy.

Ta nieodkładalna książka to jest debiut - aż nie chce się wierzyć! Bardzo spodobała mi się lista uczestników na samym początku, bo mogłam sobie zerkać na kogo "przeskoczyła" kolej opisywania wydarzeń. Widać, że autor lubi Koontza i Kinga - jakoś tak klimat książki mi podpowiedział...

Powiem tak - nie chcę Wam nic zaspoilerować, bo książka jest napisana świetnie. Bardzo przyjemnie mi się czytało. Autor ma dobre pióro. Wpleciony dziennik ma swoją rolę, całą wyprawa okazuje się nieprzewidywalnym ciągiem wydarzeń... Świetny materiał na miniserial! Ale wiadomo książka zawsze będzie lepsza. 

Pan Autor jest biologiem oraz kociarzem i napisał też opowiadanie o kotach w antologii Wydawnictwa Mięta. I mam nadzieję, że zaskoczy nas jakaś kolejna książka w klimacie Końca Mapy. Czuje tutaj wielki talent i myślę, że autor ma potencjał na stanie się naszym polskim Kingiem czy też Koontzem. :) 

Czekam na więcej i polecam! Czytajcie Koniec Mapy! 

NO HUMAN

 

Przedstawiam Wam debiut Cezarego Szulicha "No human", który dostałam do recenzji. Reklama wyświetliła mi się, nie ukrywam, po tym jak na Facebooku polubiłam stronę gry, w którą zaczęłam grać "Once Human". Napisałam do autora i ku uciesze mojej i kociego stada autor się zgodził! Już patrząc na okładkę spodziewałam się czegoś nowego i odkrywczego...

Ale zaczynając od początku - nie wiem, czy redaktor i korektor przespali, ale na samej stronie 12 już że trzy razy słowo "udekorowany" próbowało mnie zniechęcić. Niby szczegół, ale poprawić to można było małym wysiłkiem. Ale debiut, więc parłam dalej. Ja się nie zatrzymałam z tego powodu, ale mogą być osoby, które w tym momencie książkę mogłyby odłożyć i straciłyby naprawdę fajna lekturę. Jednak zaznaczę, by zwrócić większą uwagę, bo można słowo zastąpić innym, a w pierwszym rozdziale było tego sporo. Potem już nie, o dziwo. Ale wracam teraz do treści:

Książka postapo, typ, którego do tej pory nie spotkałem w takim wymiarze - AI, czasy technologii, osady kilku frakcji... Dotychczas miałam z tym klimatem do czynienia w filmach...

Zostajemy wrzuceni w akcje i to taką, że początkowo musiałam przywyknąć do zamieszania w jakie wpadła nasza drużyna. I to już jest celowy zabieg, biorąc pod uwagę dalsze wydarzenia. Jednak cieszę się, że się nie zniechęciłam, bo od drugiego rozdziału książkę się czyta jak świetny film! Już wdrożyłam się w szeregi Dreli, poznałam Dianę i Sarę, a także przywykłam do specyficznych żartów Lisu. 

Nasza drużyna ma zadania do wykonania i po drodze napotyka różne przygody. W połowie książki nie wiedziałam już kogo lubię najbardziej, ale zaraz obok kapitana moja lubianą postacią stała się Diana. W moim odczuciu w ich przypadku dostajemy najwięcej wglądu w ich rozterki moralne. Sara i Lisu także są ciekawymi postaciami, ale jednak tamte dwie najbardziej uchwyciły mnie za serducho.

Świat wykreowany bardzo różnorodny. Poznajemy siedziby różnych frakcji, poznajemy też kilka grup społecznych żyjących poza dwoma największymi Monarem i Oazą. Emporium mnie zachwyciło chyba najbardziej swoim klimatem. Każda społeczność ma swoje cele i dąży do ich realizacji w taki czy inny sposób. Bardzo spodobał mi się pomysł ruchu No Human. Tutaj dodam, że rozumiem w związku z tym rozterki Diany.

Nasza drużyna też ma swoje zmiany w składzie i tutaj ukłon w stronę pomysłu z AI. Mimo, że sam temat dla mnie jest nowy i głównie spotykam się z nim, widząc w internecie obrazki stworzone przez sztuczna inteligencję to zdecydowanie byłam za tym, aby nasza drużyna została tak wsparta. 

Dlaczego piszę "nasza"? Bo już po pierwszym zadaniu polubiłam skład i czułam się jakbym tam z nimi była i przeżywałam ich decyzje, bo dzieje się naprawdę ciekawie... A niełatwo jest napisać powieść, gdzie czytelnik z tak zapartym tchem śledzi los bohaterów! I momentami zastanawia się, czy dobrze robią w trosce o ich los.

Nie zdradzę Wam nic więcej, bo zepsułabym Wam świetną zabawę. Książka jest naprawdę treściwa, a wydaje się, że ma prawie 450 stron. Po przeczytaniu jej miałam wrażenie, jakbym przeczytała że trzy książki w jednej. Bardzo dobrze się czyta i ciężko było mi ją odłożyć, żeby wstać o rozsądej porze.

Pozostało mi więc czekać na zapowiedzianą już kolejną część, a autorowi życzyć, aby powstał jakiś porządny serial na podstawie No Human. Dobra lektura, ale i materiał dla Netflixa chociażby. 

Polecam!


Dżin


 Przygotowanie tej recenzji było wyzwaniem, które wymagało odłożenia na bok innych literackich podróży. Choć otrzymałam do recenzji drugi tom serii - "Dżin", nie mogłam przecież pominąć pierwszej części - „Maleficjum”. Nie godzi się przeczytać kontynuacji, nie znając początku opowieści. A zadanie było tym trudniejsze, że właśnie byłam w samym środku wojennej zawieruchy z Madsem Voortenem. Ale, cóż, rozkaz to rozkaz – spakowałam manatki i ruszyłam na gorącą Maltę.

I nie żałuję ani chwili. Upalna aura za oknem, jak i przed oknem, zdecydowanie pogłębiała moją imersję podczas lektury. Marcin Mortka, jeden z moich ulubionych autorów, po raz kolejny nie zawiódł. Nie ma opcji, żebym pominęła cokolwiek, co wyjdzie spod jego pióra. I tym razem zaskoczył mnie pozytywnie. "Dżin" to niesamowita przygoda wypełniona akcją po brzegi, z nagłymi zwrotami, które nie pozwalają oderwać się od książki na długie godziny.

Już od pierwszych stron "Maleficium" i Dżina” byłam oczarowana sposobem, w jaki autor łączy elementy historyczne z mroczną, ale niezwykle pociągającą magią. W świecie, gdzie religia ściera się z nadprzyrodzonymi siłami, bohaterowie stają przed wyzwaniami, które wykraczają poza ludzkie pojmowanie. I choć zwykle unikam powieści osadzonych w realiach historycznych, obawiając się, że coś mi umknie, tutaj moje obawy okazały się bezpodstawne. Mortka tworzy tło, które jest jedynie przyprawą do głównej historii – epickiej przygody, wypełnionej akcją, tajemnicami i magią.

Ci, którzy jak ja, są na bakier z historią, mogą odetchnąć z ulgą. Książka jest głęboko zakorzeniona w fantasy, miejscami mroczna, ale na wskroś ambitna. Motyw historyczny, wbrew moim wcześniejszym obawom, stanowi jedynie tło i dodaje pikanterii całej historii.

Cóż więcej można dodać? W zasadzie to samo, co o innych książkach Marcina Mortki. Doskonała kreacja charyzmatycznych bohaterów, lekkość pióra, cięty dowcip, a także wyraźnie widoczny warsztat, ukształtowany przez lata sesji RPG. Ciekawi mnie, czy autor miał okazję spędzić wakacje na Malcie, bo opisy scenerii są tak soczyste i pobudzające wyobraźnię, że można odnieść wrażenie, iż tworzył je na podstawie własnych doświadczeń. Dzięki temu sami czujemy się, jakbyśmy tam byli, a żar lejący się z nieba na bohaterów udziela się również nam.

"Dżin" to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z "Maleficjum", dlatego gorąco polecam całą serię. Korzystając z okazji, rekomenduję również wszystkie inne książki Marcina Mortki każdemu, kto pragnie epickich przygód. Niezależnie od tego, czy to na morzu czy na lądzie, w upale czy wśród mroźnych krain – z tym autorem zawsze jesteście skazani na wielką przygodę.

"Recenzja powstała w ramach przedpremierowej akcji recenzenckiej wydawnictwa SQN”

Motylek 

Bezsenność w Tokio

 

Macie ochotę na małą podróż? To polecam Wam pamiętnik Marcina Bruczkowskiego - bo "Bezsenność w Tokio" wydaje mi się właśnie takim spisem wspomnień...

Gdy ją zobaczyłam na półce Motylowa od razu podchwyciła "Nie czytałaś? Nie żartuj!!!". No to nie było wyjścia po zakończeniu obecnie czytanej trzeba było sprawdzić o co chodzi z fenomenem tej książki. Sam tytuł obił mi się o uszy, ale jakoś tak... A tu książka została mi włożona w rękę i po tygodniu mogę powiedzieć: "Skończyłam".

Książka wciąga od pierwszych stron! Jak zaczęłam czytać tak czytałam codziennie po dwa rozdziały. Ciężko bardzo się było oderwać - tak świetnie autor pisze. I po prostu wciąga w swoje przygody cudzoziemca, próbującego jakoś przeżyć w krainie wschodzącego jena...

Dużą zaletą są tutaj też opisane historie przyjaciół i znajomych Autora. Dzięki temu poznajemy podejście Japończyków do różnych aspektów nie tylko całego życia, ale i codzienności... Pewne rzeczy nam nie mieszczą się w głowie, a co mówić im, gdy się dowiadywali różnych faktów z życia Europejczyków...

W książce są też fotografie, pomagające w poznaniu Tokio przedstawianego nam przez Autora. Nie wiem, czy wiele się zmieniło w Tokio od czasów książki, ale mi czytało się bardzo dobrze i na pewno sięgnę po inne książki.

Bo teraz następny w kolejności chyba powinien być "Singapur czwarta rano"? (Mam jeszcze "Zagubieni w Tokio" i "Powrót niedoskonały" oraz "Radio..."

DK