Czytałam już Tomasza Betchera trzy książki, więc oczywiste było sięgnięcie z paczuszki do recenzji właśnie po "Tam gdzie jesteś". Lubię sobie obyczajówką zrobić przerwę od fantasy czy grozy...
Poznajemy historię Adama i Anny. Adam jest bezdomny od bardzo długiego czasu i trafia na taki opuszczony domek, że jego los splata się z losem córki właściciela...
W życiu Anny właśnie jest też ta groza, mimo że nie jest ona biedna i ma dobrą pracę. Adam ma swoje demony, które go prześladują... A magia się dzieje za sprawą nici, którą połączyła ich ścieżki...
Książkę czyta się błyskawicznie i widać, że Autor ma wprawę do wciągania Czytelnika bez reszty w fabułę. Nie znalazłam momentu, gdzie by mi się dłużyło. Temat schronisk, bezdomności, a także przemocy psychicznej wydaje się nie być wyzwaniem dla Pisarza. Po "Ogniach lotnych" teraz mam dylemat, która książka mi się bardziej podoba.
Mam wrażenie, że przeczytałam kawał ogromnie grubej książki, ale fizycznie ma ona 287 stron.
Czy szczęśliwe zakończenia są możliwe? Musicie się przekonać sami, czytając książkę o tych dwóch poturbowanych duszach...
Póki co stawiam na tej samej półce, co "Ognie lotne". I czekam na więcej!






