Przejdź do głównej zawartości

Posty

Billy - Kot, który ocalił moje dziecko

Książkę przeczytałam dzięki temu, ze Jagodowa podrzuciła mi ją, jak sama przeczytała. A książkę znalazła pod Choinką... Od kiedy siadłam nie minęła doba, a książkę pochłonęłam z przerwami na sen i obowiązki... I zawsze obok któryś z moich kotów mi chrapał i łapki zarzucał, by czasem nie zapomnieć o kuwecie... ;)

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona książką! Podchodziłam ostrożnie, ponieważ nie umniejszając samej historii, poprzednia książka w tej tematyce ("Niezwykły talent Iris Grace. Opowieść o małej dziewczynce i jej wyjątkowej kotce") niestety mnie nie zachwyciła. Sama historia może i była niezwykła, ale za mało moim zdaniem było kota w tamtej książce i samo wydanie przesadzone jak dla mnie.

A tutaj bardzo miła niespodzianka! Książkę napisała mama chłopca, a poza tym sama szczerze pisze, że myślała, iż przesadza uważając więź dziecka i kota za jakąś magiczną. Życie jednak samo dawało dowody, że to prawdziwa przyjaźń, a koty mają swój magiczny siódmy czy tam nawet szesnas…
Najnowsze posty

Sherlock Holmes, Pies Baskerville’ów

Aż dziw, że to już trzecia część Sherlock'a za mną! Bardzo szybko mi śmignęła ta historia przed oczami, do samego końca ciężko było się oderwać od czytania!

Historię znałam mniej-więcej z ekranizacji różnego rodzaju, ale mimo wszystko ciekawa byłam książkowej wersji. I nie zawiodłam się, a poza tym widzę, że Sherlock ma w sobie coś z kota ;)

Czytałam, że czytelników drażni mówienie do Watsona "doktorku", ale nie wiem jak jest w zagranicznym oryginale, więc nie zwracam na to uwagi zbytnio.

Nadal posiłkuję się wyobrażaniem sobie Sherlocka i Watsona z ulubionego serialu, więc czytanie ich przygód jest bardzo przyjemną przygodą codziennie wieczorem - nawet po jednym rozdziale.

A dla niemających tej serii w swojej biblioteczce mam wieść, że od jutra w Biedronce ma być kilka części w przystępnej cenie - warto! :)

DK

😹 Sherlock ma cos z kota? Post udostępniony przez DrevniKocur&MagdaMotylek (@ukolorowione) Lut 6, 2018 o 3:07 PST

MARS

Pamiętam jeszcze czasy, kiedy nazwa dla filmu "Mars" była niezłym odstraszaczem. Marsjanie? Poważnie? Zielone ludziki z innej planety? Już wtedy prawdopodobieństwo inteligentnego życia na Czerwonej Planecie było znikome. Z drugiej strony mieliśmy masę innych filmów z większym rozmachem i pomysłowością. Z fabułą opisującą inne galaktyki.Odległe miejsca, gdzie sprytnie wymyślano sposoby, by uwiarygodnić to co dzieje się na ekranie. Słowo Mars w ówczesnym SF oznaczało „brak wyobraźni".
Czasy się zmieniają. Rządy (a w zasadzie rząd USA), wreszcie przyznał się oficjalnie, że mamy kontakty z pozaziemskimi cywilizacjami. Na ziemi powstała firma Space X, która otwarcie dąży do skolonizowania Marsa. Dlatego teraz słowo Mars, w szczególności w tytule filmu lub serialu, nabiera nowego wymiaru.

Nauczona poprzednimi doświadczeniami, o których właśnie wspominałam, podeszłam do tej pozycji nieco sceptycznie. Oczywiście okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Serial w jednej części opow…

Sherlock Holmes, Znak czterech

Po kolejną część sięgnęłam prawie od razu po Studium w Szkarłacie. Tutaj już pojawia się Mary, ale... Najfajniej się czytało dialogi Sherlocka i Watsona, bowiem tu już ich przyjaźń trwa kilka lat... I przyjemnie się czyta ich relacje, jak są zżyci i jak pakują się w tarapaty!

Sherlock nawet tutaj mówi, że założy się, że nie ma takiej drugiej pary jak on i Watson w trakcie równie dziwnej wyprawy! I ten pościg! Czytałam już do samego końca, choć z początku dość powoli się rozwijało...

No i pojawia się Mary (oczywiście wyobrażałam sobie ją, jak z serialu Sherlock) i dość ciekawe rozmyślania Watsona na ten temat, wiadomo, wtedy były inne czasy i bogata panna niekoniecznie interesowałaby się zwyczajnym, przeciętnym doktorkiem z groszami przy duszy...

Poza tym Sherlock'a można z powodzeniem wyobrażać sobie, jak z serialu, zachowanie idealnie oddane z książki! A bałam się, że to tylko gra aktorska, a w książce taki nie będzie - jak się pomyliłam!


Czytam serię wydaną z takimi okładkami, …

1922

Dawno, dawno temu… A dokładniej prawie sto lat temu, w odległym kraju, na drugiej półkuli, żyli sobie farmerzy. Nie grzeszyli inteligencją, która z resztą nie bardzo była im potrzebna. Kochali za to swoja ziemię i proste zasady. Tak mniej więcej rysuje się fabuła „1922”. Cała reszta, to w zasadzie konsekwencje powyższego. To całkiem dobrze opowiedziana historia, w której narratorem jest 100% „redneck” z odpowiednim akcentem i specyficznym tokiem rozumowania. Jak już pisałam cała rozgrywająca się tragedia, ma swój początek i koniec właśnie w mentalności farmerów z „nadal dzikiego zachodu”. 
Pomijając wszystko, w trakcie oglądania ma się nieodparte wrażenie, że takie życie miało swój urok. Prostota, ciężka fizyczna praca, wieczory na werandzie z fajka, piwem i w bujanym fotelu. Lub czytanie książki przy blasku lamy naftowej… Ech… Sielskie życie. Nie ma co. Do tego masz swoją strzelbę i pudełko naboi. Możesz dobić chorą krowę, lub wkurzającą żonę. Twoja decyzja, synu.

Film jest oparty na n…

Orange Is the New Black

Netflix zachęcił mnie do obejrzenia tego serialu jakąś zapowiedzią czy reklamą, że są nowe odcinki. Początkowo dość sceptycznie podchodziłam do serialu, ale też szukałam czegoś innego, nowego, po dotychczasowych typach seriali... I choć nie przepadam za komediodramatami ten okazał się ciekawy!

Ale od początku! To zupełnie nowy klimat serialu jak dla mnie. Więzienie kobiece, gdzie jest mały rygor, ale jednak panują jakieś zasady. Mają bibliotekę, fryzjera, pralnię... Jakby pracę na czas odsiadki. Historia zaczyna się od jednej osoby, a kończy na całej rodzinie kobiet.

Postacie są tutaj dopracowane od ogółu do szczegółu, każda kobieta jest inna, ma inne problemy, hobby, z innego powodu trafiła do więzienia... Czasem to zaskakuje, bo nie od razu wiadomo kto za co wpadł. Dawno nie trafiłam na tak dopracowany serial pod względem bohaterek. Mimo, że jest to komediodramat to człowiek się zżywa, cieszy i płacze czasami ze wzruszenia. Bo bywają i takie momenty, ale też i zaskoczenia...

Brakow…

Mroczna wieża The Dark Tower

Ciekawy film wczoraj widziałam. Siadłyśmy jak zwykle z Drewnim i Skrzatowskim do „Wieczorku filmowego”. Pierwszy film sobie odpuszczę. Tzn był bardzo ciekawy, ale nie widzę większego sensu by teraz o nim pisać. Zacznę więc od drugiego, a była nim „Mroczna Wieża” na podstawie książek Kinga.

Kinga, jak już zapewne wiecie znam i czytuję od czasu do czasu. Niestety Mroczna Wieża nie wpadła mi jeszcze w łapki, także nie mogę zjechać filmu od góry do dołu pod tym kontem ;p Mogę za to pod każdym innym, więc spokojnie. :D

Przyznam szczerze, że od razu spodobała mi się koncepcja. Światy połączone ochronną mocą Wieży, do których można się teleportować. Klimat Dzikiego Zachodu wmieszany w SF i współczesność (zależy od świata). Rewolwerowiec z bronią przekutą z Excalibura. No może być tylko miodnie, bo czy można coś takiego spierdolić?

Można…

Ja przypuszczam, że gdyby rozpisać to na jakieś 10 tomów po 600 stron, to można by uchwycić i wyjaśnić całą koncepcję w sposób do przełknięcia. Nie da się tego …