Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Virtual lajf.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Virtual lajf.... Pokaż wszystkie posty

Elite Dangerous



Czołem kochani!

Dawno się nie odzywałam ale musicie mi wybaczyć, bo ostatnio oprócz pracy zawodowej na 80% zajmuję się domem na 40% i mam też etat nauczycielki na 60%. Tak więc jak widzicie czasu na wszystko inne to tylko... A nie to już tak jakby nie mam czasu :D

W tych krótkich strzępkach wolnego czasu udało mi się jednak odkryć Elite Dangerous. Cóż, jeśli tytuł jest dla was mało atrakcyjny to śpieszę wam z wyjaśnieniem, że tak samo zupełnie i całkowicie nie oddaje tego o czym jest gra. Rozumiem też, że jej historia sięga lat 80', ale noooo jakoś tak nie trafia do mnie. Za to gra już jak najbardziej tak.

Dwa lata w sumie grałam w Eve Online. Fantastyczna gra, w której jednak zbyt wiele rzeczy mi nie pasowało. Nie będę się nad tym rozwodziła. Dawałam jej szanse przez dwa lata bo tak strasznie podoba mi się mmo sandbox w kosmosie. Marzenie by zostać Hanem Solo w spódnicy. Eve tego nie daje, Elite owszem.

Elite jak dla mnie uzupełnia wszystko to, czego brakowało mi w Eve.

Wreszcie mogę samodzielnie prowadzić mój pojazd. No niestety wiąże się to zdecydowanie z potrzebą posiadania joysticka z przepustnicą. Ten, którego ja używam to absolutne minimum i najtańsza opcja. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jest niesamowity, bardzo wygodny i wbrew pozorom wypasiony. Polecam:


Tu przepustnica wbudowana jest w korpus joya ale bardzo wygodnie się z niej korzysta. Piszę tak dlatego, że jest jeszcze wersja z odłączaną przepustnicą, co świetnie wygląda ale wymaga masę przestrzeni i nieco więcej gotówki. Tak o 100 zł. Co w połączeniu z ceną gry daje już zawrotną kwotę 500 zł. Ja na szczęście trafiłam na mega promocję w której gra z 214 zł przeceniona została na 64 zł. Valve mnie kocha :D Z wzajemnością.

Ale wracając do samej gry wspomniałam o pilotowaniu. /jest ono tak skomplikowane, że wstępne opanowanie podstaw zajęło mi obejrzenie kilku godzin poradnika oraz ośmiu godzin ustawień w grze klawiszy sterowania etc. I nie jest jeszcze wszystko perfekcyjnie ale na tyle by dawać sobie radę. Po dwóch dniach czyli jakieś 16 do 20 godzin grania potrafię sama wlecieć do stacji i poprawnie zadokować statek. Oraz oczywiście wystartować. Przeleciałam też jakieś 13 układów do miejsca gdzie planuję się osiedlić. No gdzieś tam, na pewno w okolicy. Chwilowo przygniótł mnie ciężar misji, więc logicznie ujmując, muszę się udać w mniej zaludnione rejony gdzie transport paru ton leków czy warzyw cieszy ludzi i chcą płacić za wykonywanie takich zadań.

Ale jeszcze wiele do odkrycia przede mną.


Sporo bo aż 4.000.000.000 gwiazd wraz ze swoimi układami jakie wchodzą w skład naszej Drogi Mlecznej. Tak moi drodzy świat w Elite to proceduralnie wygenerowany wszechświat na podstawie danych naukowych uzupełniony i poprawiony na podstawie tego co udał nam się do tej pory odkryć. I nadal jest o nowe odkrycia uzupełniane.

Daje to największy możliwy świat jaki powstał w grach. Wspomnę jeszcze, że całkowicie zostały zachowane odległości. Więc jeżeli tylko ktokolwiek z was ma chęć może spróbować polecieć z Ziemi na Marsa z prędkością 30 km/s, możecie też lecieć z prędkością 200 km/h ale to już zostawiam miłośnikom Desert Bus.

Oczywiście gra byłą by niegrywalna gdyby nie dwa typy napędów. Jeden to jakby skok w nadprzestrzeń. Beż kontroli w trakcie lotu skaczemy od gwiazdy do gwiazdy uważając by w trakcje wyskoku z tunelu hipernapędu nie wpaść w sam środek słońca.... Drugi to taki wolniejszy ale dający się kontrolować lot z prędkością przekraczającą prędkość światła. Nic wymyślnego standardowy miks tego co znamy z głównego kanonu Sci-Fi.

Handel zapowiada się nadzwyczaj ciekawie. choć mocno uproszczony w stosunku do tego co oferuje nam Eve, ale być może jest dzięki temu do ogarnięcia.

Tak jak Eve główną perełką jest rynek kontrolowany przez graczy tak w Elite mamy politykę, której rozwój i sytuacja wewnątrz jak i pomiędzy frakcjami w głównej mierze zależy od graczy i ich poczynań. Oczywiście nie musimy się w to bawić ale wielu graczy po prostu wsiąka w Powerplay (tak się to nazywa w grze) i staj po stronie jednego z mocarstw, a dokładniej postaci które te mocarstwa reprezentują. Poza tym każdy układ planetarny działa na zasadzie żywego reagowania na to co robią gracze w tym systemie. Dochodzi do wojen lub boomu gospodarczego. Gracze mogą walczyć o wpływy na milion różnych sposobów.

Ta gra, bo widzę, ze już popłynęłam z opisem jest fenomenalna. długo by o niej pisać czy opowiadać. Każdy jej aspekt wart jest wspomnienia o nim, a to by znaczyło, że nie przestanę pisać i nie wrócę do gry, by tworzyć dla was fajne, wyrwane z kontekstu opisiki, jak ten poniżej. Poznajcie zatem moją postać: Proxima Alland!


Proxima Alland urodzona 5 kwietnia 3281, Cemiess, Emerald

Córka służącej (Elisa Alland) pracującej w pałacu Księżniczki Aisling Duval.

Oraz córka Markusa Allanda zarządcy pałacowego ds. zapatrzenia. Oskarżonego o szpiegostwo i skazanego na śmierć w 3295 roku. Wyroku nigdy nie wykonano. Markus i Elisa zastrzeleni zostali w trakcie próby ucieczki. Podążająca z nimi 14 letnia Proxima została oszczędzona i uniewinniona jako nieletnia. Na prośbę samej Księżniczki skierowana do sierocińca dla dzieci poległych, zasłużonych pilotów, gdzie przebywała do osiągnięcia pełnoletności.
Zgodnie z prawem, w dniu 18 urodzin weszła w posiadanie tego, co pozostało z majątku jej rodziców.
Starczyło tego na opłacenie szkoły dla pilotów, oraz zakup swojego pierwszego wymarzonego statku.
Proxima wychowywała się na dworze, dzięki czemu zdobyła obycie wśród elit. Główną zaletą tego jest jej poczucie, że ci ludzie nie są inni od zwykłych śmiertelników. Wie jak to wygląda, czym to się je. Dzięki temu jest pewna siebie, opanowana i doskonale świadoma swojej pozycji i możliwości. Byle dyrektor czy porucznik nie robi na niej żadnego wrażenia a jednocześnie wie jak się zachować by uszanować ich pozycję.
Z drugiej strony czuje się w obowiązku aby zmyć ze swojego nazwiska hańbę jaką ściągnął na nich jej ojciec.
Należy też pamiętać, że 4 lata spędziła w sierocińcu, gdzie musiała nauczyć się cwaniactwa oraz wielu innych umiejętności by przetrwać. Szczególnie, że nikt nie szczędził jej upokorzeń ani nie trzymał w tajemnicy czyją jest córką. Musiała być twardsza od innych, wytrzymalsza i sprytniejsza. Nauczyła się sztuki przetrwania i poznała zasady działania „czarnego” rynku sierocińca.
Z takim przygotowaniem przez życie, z takim bagażem doświadczeń, siedzi teraz za kokpitem swojego wspaniałego statku. Wdycha ten szczególny zapach nowego wnętrza pojazdu i zastanawia się co dalej? Niewiele osób dziedziczy taki majątek, by w jej wieku stanąć przed taką szansą. A jeszcze mniej potrafi jej nie spier…. Własny statek daje nieskończone spektrum możliwości…
Otaczają ją same gwiazdy pustka i bezmiar przestrzeni kosmicznej. Bycie zawieszoną w przestrzeni uspokaja ją i relaksuje.
- Czas napisać swoją historię - powiedziała do siebie, popychając spokojnym acz zdecydowanym ruchem drążek przepustnicy do przodu.



Magdalena GameWalker

PlanetSide 2 pod nowymi skrzydłami


Witajcie. Do napisania dzisiejszego wpisu nakłoniły zmiany oraz sama rozgrywka w PlanetSide2. Mam nadzieję, że uda mi się kogoś zachęcić do gry. Serdecznie zapraszam. Gra dostępna jest na Steam. Jest całkowicie darmowa i nie wymaga dodatkowych opłat. Wszystko jest dostępne za darmo i płatności nie dają żadnej przewagi na polu bitwy. Jedyne co możemy sobie kupić to sprawy kosmetyczne, ale o tym już niejednokrotnie pisałam.

Pamiętajcie, że im więcej nas gra tym lepsza jest zabawa! Szczególnie jeśli chodzi o grę, w której toczy się bitwy z setkami graczy jednocześnie.

A więc po kolei. Doszły mnie słuchy powodując zaskoczenie niemałe, że PS2 przechodzi w ręce nowego zespołu. Zwykle mam mieszane uczucia kiedy dzieją się takie rzeczy, bo to oznacza zmiany. A zmiany nie zawsze znaczą na lepsze. Albo lepsze dla jednych oznacza gorsze dla innych. Jednym słowy nie ma tak, że każdy będzie happy. Jeszcze się taki nie narodził co wszystkim dogodził I to w sumie jest jedna większych mądrości życiowych.

Dlaczego o tym piszę? Ano nie dalej jak wczoraj rozmyślałam sobie nad przyszłością tego leciwego już tytułu. Jak przekonać ludzi, że wygląda on i gra się w niego rewelacyjnie. Czy jedna osoba może wpłynąć na zwiększenie populacji na serwerze? A jeśli tak, to jak?

Myślałam nad tym jak zapatruje się na utrzymywanie tego tytułu Daybreak, który nadal w swojej stajni utrzymuje przecież EverQuest i EverQuest 2! Na tej podstawie doszłam do wniosku, że w takim razie PS2 jest bezpieczny na co najmniej dekadę ;p hehehe

Ech, zobaczymy.



Co do samej rozgrywki wczoraj był koszmarny dzień. Zaczęło się wszystko całkiem dobrze. Wraz z grupą około 10 czołgów, 5 transporterów opancerzonych pełnych piechoty przemierzaliśmy sobie Indar. (Ostatnio mam sporo szczęścia gry na tym kontynencie).

Gładko przejęliśmy The Crown i Ti Alloy oraz kolejną bazę. Gdy nagle rozpętało się piekło.

Żołnierze NC byli wszędzie. Nie dało się ustać nigdzie dłużej niż minutę by nie dostać nożem w plecy, lub strzał od wrogiego snajpera zza naszych pleców, czyli w zasadniczo opanowanej przez nas przestrzeni. Tu moje wielki ubolewanie. Dlaczego nikt nie pilnuje pleców?

Ech. Siekli nas niemiłosiernie. I już po chwili zakleszczyli nas i wytłukli.

Gratulacje dla dziewczyn i chłopaków z NC takiej akcji dawno nie widziałam.

Na dowód to przez półtorej godziny gry nie zabiłam nikogo ze snajperki. Złapałam tylko 5 killi na wybuchowych pułapkach, które zostawiłam tu i tam.

Gracze NC, poruszali się świetnie, zmieniali pozycje etc.

To było przedwczoraj. Wczoraj znów gorące piaski Indaru dały nam się we znaki. Tyle, że tym razem było już zupełnie inaczej. Choć nadal w większości czasu w defensywie, to mimo wszystko teraz walka przebiegała zupełnie inaczej. Tym razem walczyliśmy z głową i w poukładany sposób. Wpadło mi kilka bardzo znaczących zabójstw, Skupiłam się tym razem na eliminacji wrogich infiltratorów, co w znaczącym stopniu wpłynęło na powodzenie obrony. Bardzo satysfakcjonujące. Do tego uczyłam się jak pozostać niewidoczną i atakować z kilku punktów. Przyznam, że jestem z siebie zadowolona.

Robię postępy i jestem z siebie dumna, Moje statystyki świadczą o tym.

Oczywiście jeszcze cała masa błędów, o których wiem jest do naprawienia. O ilu jeszcze nie wiem?

Na pewno muszę coś zrobić z celnością. W sensie prędkości reakcji. Celuję dobrze, ale od momentu wycelowania aż do naciśnięcia spustu mija zbyt wiele czasu.

Muszę też bardziej cenić życie. Tzn. Nie marnować bez sensu żyć. Nie pchać się w miejsca gdzie czeka mnie pewna śmierć.

Szukać sobie ciekawych miejsc do snajpienia. Używać Flasha do szybkiego przemieszczania się po mapie.

MM

AION


       Chciałam Wam przedstawić niesamowitą produkcję firmy NCsoft, gręAion!

Choć... Może nie trzeba jej przedstawiać? W zasadzie gra jest niesamowicie popularna. Powstałą w 2009 roku w Korei. Najpierw jako wersja Koreańska zaczęła podbijać świat. Do roku 2015 dorobiła się wielu poprawek, zmian oraz wielu wersji językowych w tym Polskiej! I tu pierwsza radość. Aion okazał się pierwszą grą MMORPG, w którą grałam w naszym rodzimym języku. I choć nie mam problemów ze zrozumieniem gier po angielsku, to jednak we własnym języku odbiór jest 100 razy lepszy. Niestety, tłumaczenie jest niedopracowane, zawiera błędy. Spotykamy ciągle pominięcia, które uzupełniane są wersją angielską itp. No... dupy nie urywa, ale i tak jest fajnie!


Tak w ogóle, to doszłam do wniosku, że gra została bardzo skrzywdzona. Przede wszystkim złym marketingiem. Mówi się, że reklama dźwignią handlu. Ale zła reklama gwoździem do trumny.
Oczywiście, gra jest w top 5 najlepszych gier MMORPG F2P 2014/2015! A Polacy mają nawet swój serwer.
Teraz nasuwa się pytanie. Gdzie byłaby ta gra, gdyby nie to co mi w jej promocji przeszkadza.
1. Słabe banery, zamieszczane głównie na stronach z przeglądarkowymi pseudo MMOgrami.
2. Reklamy sprawiające wrażenie, że jest to tania gra z masą mikropłatności i UI z pierdyliardem kolorowych ikonek, które finalnie i tak prowadzą cię do mikropłatności....
3. Deweloperem stał się Gameforge! (nie mam nic do tej firmy, ale przyznacie, że kojarzy się jednoznacznie).


Zabawna historia wiąże się też z tym, jak źle na mnie podziałała reklama.
Jakiś czas temu zainstalowałam sobie HEX (również grę z lunchera Gameforge). Zobaczyłam tam oczywiście Aiona, ale stwierdziłam, że nie ma mowy (z ww. powodów).
Jakiś czas potem trafiłam na reklamę, którą przypadkowo kliknęłam i zaczął mi się pobierać Aion! Zatrzymałam instalację wkurzona, że ten badziew się na mnie uparł!
Dopiero kilka dni temu trafiłam na FAQ Aion by #BuraczekCebulaczek. Uwielbiam gościa oglądać za: Zajebisty głos, inteligentne wypowiedzi, krytyczny stosunek do ludzkiej głupoty, itp. Więc oglądam wszystko w zasadzie co nagra.
Jednak po obejrzeniu tego filmu stwirdziłam, że TA GRA MUSI BYĆ ZAJEBISTA! I jest. Okazuje się, że jest fenomenalna.
Jeśli mnie przekonał, to liczę, że Was też przekona ten filmik:


Zatem biorąc pod uwagę całą złożoność tej gry, nawet nie będę się siliła na opisanie tego co tam jest, Więc tak naprawdę recenzja ta nie jest recenzją a bardziej próbą zainteresowania Was tytułem. Pozycją, która jest pod każdym względem wyjątkowa. No i.... Nigdy nie marzyliście żeby mieć skrzyła?


Anyari

Powrót do WoW'a...

Powróciłam, a jakże. Wybrałam jednak mniejsze zło, zamiast zabijać się co miesiąc prepaidem (ok 85 zł), po prostu zaufałam subskrypcji. Wiadomo, że naprzemienne opłacanie co miesiąc nie pozwoliłoby dwóm graczom zacząć gry jednocześnie od nowa, więc... Witaj WoWie po tak długiej przerwie...

Na początek oczywiście jak zwykle updade kilka GB, bo jak... Po ustawieniach grafiki za pomocą nVidia Experience przyszedł czas na pogrzebanie w ustawieniach gry. No bo przecież miał być nowy wygląd postaci.

A tu zawał serca.
Co to ma byc?!



Ale dawaj google, szukaj fryzjera... Ufff. Można zmieniać twarz. No to zrobiłam się na człowieka. Da się. Znaczy się na Elfa. Chyba lepiej wygląda niż wcześniej.


No i zaczęła się przygoda od nowa - drugie podejście do Blood Elfów, huntera. Póki co nie jest źle, mam 14 lvl i rośnie, więc chyba to będzie druga postać, którą poprowadzę przez te tysiące questów, tak jak ukochanego Druida :)


 Póki co fajnie się zdobywa nowe zwierzaczki i je zostawia w banku zwierzaków, po to by w sobie rozkochać kolejnego ;) I przyznać muszę, że teraz blood Elfy są ładniejsze. Poprzednie jakoś tak średnio... No, ale wiadomo, zawsze u fryzjera można zmienić twarz :D


I włosy! Nowe włosy, fryzury lepsze od poprzednich. I malowidła na twarzy! Przyzwyczajam się, i zmian nie lubię z natury, ale ta zmiana akurat wydaje mi się dużym plusem dla WoW'a. I póki co przy nim pozostanę. Subskrypcję anulować można zawsze... ;)

 ...okiem Drevniego
=)

EVE Online

Jak to jest, że tak bardzo pociąga nas kosmos?
Człowiek ma jednak gen odkrywcy i badacza. Potrzebę eksploracji wypitą z mlekiem matki…

„Space, the final frontier” – Chciało by się zacytować.

Ale musimy też mieć świadomość, że dla nas, może jeszcze dla naszych dzieci, misje w stylu Star Trek będą tylko marzeniami… Myślę, że ludzkość w końcu zajmie się podbojem kosmosu. Nasze nieśmiałe kroki teraz, przerodzą się w coś Epickiego.

Ale nawet jeśli jakimś cudem zobaczymy start pierwszego takiego statku, nie zobaczymy już jego powrotu. Nie wspomnę o tym, że szanse na udział w takiej wyprawie nie mamy co liczyć.
No nic jeszcze nie my. Ale przecież możemy sobie zafundować namiastkę takiej przygody.
Gdzie?
Grając w Hard SF - EVE Online!

Jest to Kosmiczny SandBox z mocno rozwiniętą ekonomią, w całości generowaną przez wewnętrzny rynek, czyli samych graczy. Polityką, która ma wpływ na losy całego, wielkiego świata EVE. Olbrzymia ilość statków, olbrzymie wyposażenie, uzbrojenie, typy rodzaje…
Wiecie co? Ja się nawet nie podejmuję opisywać tej gry.

To trzeba zobaczyć, wziąć udział w 21 dniowym Trialu (dostępnym przez ten link: https://secure.eveonline.com/trial/?invc=fa95568e-6106-4053-a6eb-3b67201dbd90&action=buddy ).
Wylecieć swoją pierwszą fregatą w przestrzeń. Poczuć ogrom wszechświata, niesamowite wielkości planet, gigantyczne odległości. Wyobraźcie sobie, że planeta to arbuz. Stacja przy niej, to groszek zielony a my, to ziarnko pyłu.
Ale warpując od niej w stronę Star Gate lub na pasek asteroid, widzimy jak kurczy się i znika w ułamku sekundy….

EVE to gra, w której naprawdę możemy się wczuć w jej klimat. Gra w której w zasadzie możemy być sobą, bo nie wymaga ona od nas zaangażowania naszych RPGowych szarych komórek. RPG tam się po prostu dzieje samo z siebie. To jakby drugie życie w kosmosie. Całkowicie powiązane z naszym normalnym. Co prawda mamy awatara, fabułę, całą otoczkę itp. Ale sama rozgrywka dzieje się na poziomie nas samych. Naszych decyzji pomyłek, zdolności umiejętności czy wiedzy.

Pozycja godna polecenia dla każdego, kto kocha kosmos, uwielbia rozbudowane, do granic realizmu SandBox mmo, kto ma dość spokoju, chęci otwartości by przyswoić podstawy, a potem uczyć się dalej i dalej gry. Dla miłośników PVP i PVE, badaczy, biznesmenów, ekonomów, graczy giełdowych itp.itd. Ale przede wszystkim dla ludzi dojrzałych szukających czegoś więcej, lubiących wysublimowane rozrywki.

Polecam i daję 5 łapek w górę!

Magda Gamewalker

PKR Poker

 - Let's play!

Gram w pokera od 2010 roku. Ostatecznie zostałam graczem turniejowym i najlepiej w tej odmianie się czuję.

Byłabym nieuczciwa wobec czytelników, gdybym zachowała tylko dla siebie informację o tym jak fantastycznym miejscem do gry jest PKR Poker!!!

W pierwszej kolejności, muszę pochwalić soft. Poza tym, że oprogramowanie działa doskonale, moduł losujący jest bardzo realistyczny, to jeszcze wszystko mamy w pełnym trzyde!
Ilu z nas marzy o tym, żeby pograć sobie w pokera przy prawdziwym stole?
A ilu z nas nie ma szansy na to, żeby w najbliższym czasie pojechać choćby do Czech by to marzenie ziścić?

No właśnie... Ale PKR wychodzi nam na przeciw i pozwala w pełnym trójwymiarowym świecie
(również z kamerą widoku z oczu) zasiąść do pokerowego turnieju!
Mamy wiele lokalizacji, od Nowojorskiego klubu Metro, przez kasyna w Las Vegas, aż po ekskluzywne wnętrza Monte Carlo!
Dodatkowo, mamy swojego, w pełni edytowalnego awatara! Dokładnie jak w Simsach czy Second Life!
Wygląd, ubrania czy nauka tricków z żetonami to podstawa!

Wracając do gry, zamieszczę wam mój wpis z pewnego portalu pokerowego:



Cóż mogę wam polecić do gier MTT?
Dla mnie jest tylko jeden lider jeśli chodzi o jakość, strukturę i zabawę.

A jest to.....
Uwaga, uwaga....
PKR Poker!
Naprawdę, bez ściemy. To co oni oferują przekracza najśmielsze oczekiwania!
Dobra, przyznaję, ogarnąć tam kilka stolików cash graniczy z cudem. Ale 1, 2 MTT (moim zdaniem optymalna ilość turniejów na raz) już gra się świetnie!

Totally Tropical Tilt (1R or 1A) NL Hold'em $1.50 8 of 287 $14
$500 Premium Freeroll NL Hold'em 500 PPs 2 of 727 $53
Life's a Beach NL Hold'em $1.50 14 of 215 $3.62
$500 Premium Freeroll NL Hold'em 500 PPs 26 of 729 $2.75
$500 Premium Freeroll NL Hold'em 500 PPs 38 of 713 $2.37

Tak to mniej więcej wygląda. TAK wygląda mój start na tym PR!
Przyznam, że nie będę się rozpisywała nad ofertami jakie mają, gdyż dużo tego a każdy może sobie, to ogarnąć sam, na stronie.

Dodam tylko, że mają oni oferty dla kolekcjonerów (np. 10.000$ freeroll w którym wielkość naszego stacka początkowego zależy od tego jakie i ile specjalnych questów pokerowych wypełnimy!!) i miłośników wyzwań. Do tego oferują gry, których nie ma nigdzie indziej. Tu przykładem może być 1,50$ 4max 3x free rebuy!

Doskonałe struktury, deepstacki (nawet 10k chips!!!), dla każdego coś miłego.
Proponuję logować się przez mój link. Dzięki temu, oprócz bonusu powitalnego dostaniecie dodatkowe 10$!
Również was zapraszam do wspólnej gry i dodatkowych 10$ pod poniższym linkiem:
Zagraj ze mną na PKR i odbierz swoje 10$


Magda Gamewalker

Shaiya vs World of Warcraft

Oczywiście bezpośrednie porównanie nie wchodzi w grę. To tak jak by porównywać Toyotę do Mercedesa. Nie da się. Ale zawsze można napisać o paru drobiazgach w których Shaiya przebija prekursora i wyznacznik trendów w MMORPG, Warcrafcie.

Język polski

Twierdzenie, że jeśli znasz język angielski to nie ma znaczenia z kim grasz. Jest to totalna nieprawda. Gra we własnym języku, z rodakami nie ma sobie równych. Również poczucie humoru jest nasze. Stanowimy jako Polacy specyficzną grupę i jakoś tak… sama nie wiem. Jest po prostu lepiej.

Respown!

Szybki respown to jest jednak coś co z początku wydawało mi się głupie ale teraz wiem, że jest to zdecydowana zaleta.

Wchodząc w grupę przeciwników musimy mieć na uwadze, że bestie będą się respownować za nami i atakować nas z nienacka. Daje to poczucie tego, że faktycznie uczestniczymy w jakiejś bitwie i musimy się wyrabiać, kontrolować i pilnować by nagle idąc do przodu nie zamknąć sobie drogi powrotu.

Wrażenie wielu przeciwników rozwala na łopatki. Wiadomo. Dużą grupę obchodzimy jak pies jeża ale na wyższym lvlu możemy już poszaleć.

Dodatkowo expienie to czysta przyjemność i wrażenie prawdziwej bitwy. Tam gdzie w WoWie grupa przeciwników zwykle starcza na jednego gracza, dwóch musi czekać na respown zanim wrócą do expienia tak w Shaiya grałam wczoraj w 3 osobowej grupie, do tego kręciły się dwie wysokoleveleowe pary expiących niobów.

Pomimo 7 osób w jednym miejscu, nie było chwili na oddech! Cóż to były za emocje! Co chwilę ktoś był w opałach. Co chwilę każdy otoczony był wianuszkiem przeciwników.

Fantastyczna sprawa.

Trzeba tylko uważać, kiedy gra się samemu, żeby z rozpędu nie stanąć na miejscu respownu jakiegoś stwora, bo możemy nie raz być mocno zdziwieni, skąd ich tyle się bierze ;p

Rozwój postaci.

Levele u czarodziejki, którą gram są bardzo ciekawie zaplanowane. Sam rozkład czarów, ich specyfika, ilość w każdej grupie (ofensywne, defensywne, buffy i debuffy są doskonale dopasowane i wyważone.)

Naprawdę jestem zadowolona z rozwoju postaci.

Mikro jest git?

Mikropłatności w Shaiya wyjątkowo mi się podobają. A za niewielką ilość kupionych punktów otrzymujemy fajny bonus startowy, który daje dobre rzeczy. Tu przewaga nad płatnymi pozycjami. Mogę wybrać za co płacę. A bez czego mogę się obyć.

Magdalena Gamewalker


Star Trek Online

„Space, the final frontier…” – Tymi słowami, kapitan Jean Luc Picard witał nas w każdym kolejnym odcinku Star Trek Next Generation. Moim skromnym zdaniem najlepszy kapitan z najlepszej serii. Choć inne też są niesamowite i warte poświęcenia im czasu.
Każdy kto zna, lubi, bądź jest fanem ST stwierdzi że piszę o oczywistościach, ale właśnie do tych osób skierowany jest ten artykuł i właśnie dla fanów powstała gra Star Trek Online.

Moją uwagę zwróciłam na tą pozycję już dawno, ale forma płatności comiesięcznego abonamentu za kolejną grę, skutecznie mnie odstraszyła. Dopiero parę dni temu odkryłam, że STO jest już dostępne w wersji Free To Play!
Od razu zaznaczam, że mikropłatności nie są nachalne i nie przeszkadzają w grze. A tytuł jest na tyle wybitny, że jeden albo dwa smsy nie zaszkodzą nikomu.
Zaznaczam też, że piszę ten tekst z poziomu osoby, która ma za sobą tylko tutorial.

Grę polecam wszystkim tym, którzy marzyli by pobawić się fazerem, trykoderem lub powiedzieć. „Engage!” i ruszyć z prędkością Warp 8 ;D

A więc od początku.

STO oferuje nam fabularny tutorial, w którym uczymy się interakcji ze światem gry, sterowanie postacią, statkiem itp. Nie ma jednak słowa o tym kto jest kim, skąd i dlaczego. Wyobrażam sobie jak musi się czuć ktoś kto nie zna serii (jest ktoś taki?) Kompletnie nic taka osoba nie skuma kompletnie nic. Beam? Warp? Borg? WTF? Lol
Jak już jednak nadmieniłam, gra jest dla fanów i to dopiero jest rarytas.

Zaczynamy w samym centrum bitwy gwiezdnej. Skomasowany atak Borgów na flotę Federacji.
Na początek wybieramy postać z mnogości wszystkich ras mamy do wyboru trzy klasy.
Naukowiec - Niebieskie mundury (przykładowe postacie to Beverly Crusher, Deanna Troi)
Inżynier – Złote mundury (Data, Geordi La Forge)
Taktyk – Czerwone mundury (Worf)

Zdecydowałam się na grę Trillianką (a co) Oczywiście inżynierem (ze względu na jeden z najwspanialszych Politechnik w Federacji jaką mogą pochwalić się Trillianie).

Początkowo mimo znajomości świata, miałam problem by ogarnąć interface i przestawić nie na anglojęzyczne nazewnictwo. Ale trwało to tylko chwilę.

Po przejściu na mostek naszego własnego statku, dostajemy wiadomość od innego statku z prośbą o pomoc.
Opuszczamy konsolę, udajemy się do teleportu by przenieść się (beam) na drugi statek.
Tam toczy się już otwarta walka. Wyciągamy nasz fazer i biegniemy z nim wykonując kolejne zadania i strzelając do pojawiających się wszędzie Borgów.
Kiedy już skończymy otrzymujemy możliwość rekrutowania pierwszego naszego oficera! Tak, tak!
Tworzymy własną historię i własną drużynę!
Każdy członek załogi może mieć inne specjalności i umiejętności. Każdego z nich można personalizować, zmienić imię, cokolwiek! Pełna dowolność!

I tu szok, który sprawił, żę zakochałam się w tej grze!
Możemy robić wszystko.
1. Statek,
- posiadamy własny statek,
- możemy go ulepszać,
- rozwijać,
- kupić nowy (mamy do dyspozycji wszystkie klasy i typy)
- załoga (wybrani przez nas oficerowie) posiada umiejętności faktycznie wspierające nasz statek (aktywnie i pasywnie).
- latać zgodnie z naszą wolą prowadząc eksplorację kosmosu.
- zarządzamy energię i ustawiamy wiele parametrów co jest łątwe ale bardzo klimatyczne.

2. Postacie
Jak już pisałam tworzymy swoją postać i rekrutujemy załogę. Rozwijamy ich umiejętności,
- ogólne,
- związane ze statkiem,
- związane z eksploracją świata.

3. Światy
Właśnie kolejnym wymiarem gry jest eksploracja światów. Jak to działa? Poza wątkiem fabularnym jak wiadomo w MMORPG mamy dowolność działania. A więc? Podlatujemy do planety, zostawiamy statek na orbicie i… Wybiramy oficerów, którzy wraz z nami odkryją nowy świat. „do teleportacji” i witaj przygodo!


A więc w grze poruszamy się w zasadzie w 3 wymiarach. Wymiar przygód galaktycznych czyli pilotowanie i dowodzenie własnym statkiem.
Ekonomiczno fabularny, Tworzymy drużynę, jej wygląd, biografię, tworzenie własnej niepowtarzalnej historii Gwiezdnej Floty!
Oraz rozwijamy nasze uzbrojenie, przesiadamy się na nowe statki itp. Wykonujemy misje.
Eksploracyjny. Przygoda na powierzchni planet, teleportacja, odkrywanie nowych światów, anomalii, rozwiązywanie zagadek, szturm na bazę wroga, odbicie zakładników! Mniam!

Ja się zakochałam….

Mój USS Europe, stoi teraz przed stacją „Ziemia” i czeka na dalsze rozkazy… Aż usiedzieć nie mogę by zasiąść za sterami, by dopieścić wątek fabularny, ujednolicić historię, mundury, by nadać każdemu jego własny charakter, niepowtarzalną rolę w mojej Galaktycznej Epopei!

Od dzisiaj zapraszam do czytania mojego dziennika kapitańskiego! Gdzie poznacie kolejną odsłonę przygód w Świecie Star Trek’a pisaną na poły przeze mnie i twórców gry.
Powiem jednak szczerze, że pozostawiona dowolność i możliwości są godne szczerych gratulacji.

Widać, że twórcy są fanami serii i wiedzą czego pragną prawdziwi fani.
Mnie kupili, a Was?

Magdalena Gamewalker

Second Life

Second Life odkryłam w 2007, aby na dobre powrócić do niego w 2008 i w 2009 je opuścić. Początkowo nie wiedziałam za bardzo o co tam chodzi... Lecz okazało się, że poznanie tego świata wcale nie jest takie trudne. Teraz jest o wiele łatwiejsze, bo jest polski client.

Second Life to tak jak nazwa wskazuje Drugie Życie. Tworzymy tam avatara. Możemy być jacy chcemy - tacy sami jak w real life albo tacy jakimi chcielibyśmy być. Zanim to będzie możliwe to każdy avatar ma początkowe ubrania, w większości wszyscy podobne... Proste, powszechne freebiesy...

Z czasem jednak odkryjemy coś takiego jak camp'y do zdobywania lindenów, gry typu zyngo aby ową kwotę mnożyć albo po prostu bank, gdzie lindeny możemy zakupić. Albo bezpośrednio od Linden Lab albo w polskim banku m. in. Podex'ie. Wyboru do koloru... ;)


Ale nie lindeny i wygląd są najważniejsze. W świecie Second Life są miasta, światy, wyspy. Kiedyś, za moich czasów kwitły polskie miasta, które teraz już są tylko miłym wspomnieniem. Obecnie istnieją inne polskie miasta i tworzą nowe historie... Jednak nie jest to chyba to samo, co kiedyś.

Może ja się już wypaliłam, ale sentyment pozostał... Second Life jest niezwykłym pomysłem, projektem. GDy teraz się loguję to jednak pełno tam nastolatków. Może to za sprawą polskiego clienta? Wcześniej takie tłumy nie były aż tak zauważalne...

W każdym razie tłumy tworzą nowe możliwości. Można otworzyć tam pub, restaurację, tworzyć meble, ubrania... Możliwości są nieograniczone, jeśli ktoś chce i ma sporo chęci i zapału. No i talent. Bo bez tego o zdobycie wirtualnych klientów, a co z tym idzie - zarobków, będzie bardzo trudno.

Jest to też doskonały świat dla grafików i programistów. Tworzenie skryptów, brył przestrzennych w Blenderze i przenoszenie ich do wirtualnego świata. A także dla osób z potencjałem na projektantów ubrań. Stworzyć można praktycznie każdy strój. Lecz, aby być znanym trzeba włożyć w to wiele pracy i serca.

W kliencie pojawiło się też coś takiego jaki gotowe avatary stworzone przez twórców. Są między innymi tam roboty, zwierzęta... No właśnie. Jak wiadomo, Second Life to drugie Życie, a co za tym idzie są tam zarówno nastolatki jak i ludzie dorośli. Są miłoście, zauroczenia i seks. I tutaj moje wątpliwości się pojawiają...

Ale pomijając ten kontrowersyjny temat, spójrzmy pozytywnie... Można miło spędzić czas, poznać fajnych ludzi, przyjaźnie na całe życie. Wszystko dzięki niezwykłym miejscom typu średniowiecznego Avalonu albo zwyczajnych wirtualnych podobizn realnych miast.

W Second Life wiele ludzi zakochało się, zauroczyło... poznało swoje drugie połowy. Oczywiście najważniejsze jest poznanie tej osoby w realnym życiu. Można mieć prawdziwe szczęście. Do tych przykładów należę i ja. ;) Poznałam tam swoją drugą połowę, z którą założyłam rodzinę i jesteśmy razem już trzy lata... :)

Lecz to nie oznacza, że trzeba unikać ostrożności. A wręcz przeciwnie, podobnie jak na czatach internetowych, czy portalach randkowych... Nie zawsze można trafić na kogoś uczciwego... Dlatego polecam ostrożność i być pewnym tej drugiej strony zanim umówicie się na spotkanie.

Czasem tam zaglądam, aby pochodzić uliczkami nowego polskiego miasta... Ale tak tylko przelotem. Jak duch. Dla wspomnień, dla sentymentu... Odwiedzę czasem wyspę, gdzie miałam klub, gdzie poznałam swoją Miłość, gdzie spotkałam przyjaciół... Uśmiechnę się do grzybka na łące...

Oglądając "Alicję w Krainie Czarów" miałam też takie dziwne skojarzenie z Second Life... Pod kątem jego swego rodzaju przelotności. Troszkę funkcji... Tego "czegoś".

Może jest tak, że mamy taki moment w życiu, kiedy nie wiemy co ze sobą zrobić... Nie mamy swojego miejsca w Real Life albo wiele spraw z niego nas w jakiś sposób przerasta... I uciekamy do virtualnego życia. Swego rodzaju Krainy Snów.

Wszystko jest w niej możliwe... Ogranicza jedynie wyobraźnia... Uczymy się odwagi? Odkrywamy w sobie tą odwagę? Wiarę w siebie? W to, że można być sobą...? Przeżywamy różne historie, które są tylko naszymi... Poznajemy samych siebie, własne możliwości, uczucia...

A potem wracamy do Realnego Życia bogatsi o doświadczenia i bardziej pewni decyzji, jakie powinnyśmy podjąć? A później, gdy znów zachwieje nam się świat to zanurzamy się w nim znów...?

Polecam. :)

Drevni Kocur

Forsaken World

Grę znalazłam dzięki temu, że w Shayi ktoś wspomniał mi, że Perfect World jest bardziej otwartym światem. Weszłyśmy, szukałyśmy... Znalazłyśmy Forsaken World. Niby lepsza wersja Perfect World.

Jak się oglądało zdjęcia... Piękne cudne. Wybór ras i klas ogromny... Wydawałoby się po prostu coś niemożliwie fajnego.

Założyłam postać, z bólem serca priest elf. Bowiem druidów nie mieli. Gra... Grafika ładna, efekty cud dla oczu. Ułatwione sterowanie, że wystarczy kliknąć w imię postaci z questa i już moja postać sama tam biegnie.

Co level to nowsza zbroja... O ile można nazwać zbroją sukienkę kapłana... ;) Silniejsze skille, punkty talentu od dwudziestego levela... Drzewka podobnie jak w WoW'ie. Lecz martwiło mnie jedno. Plecak.

Okazuje się, że niestety w darmowych grach trzeba nieźle bulić. Plecak mamy za 220 Liści, a to oznacza, że trzeba kupić od cholery Zen. Bowiem jest przelicznik. 100 Zen to 40 Liści.

Co mnie bardzo rozczarowało... Podobnie nowość, której nie spotkałam w innych grach rpg mmo etc. Śluby. Są piękne, ale cholernie drogie. Każdy z partnerów musi mieć 1200 Liści. I dodatkowo 800 na obrączkę.

I kolejna nowość. Postać ma się na jednym serwerze, ale można sobie dowolnie przeskakiwać między 10ma kanałami i nie kasuje nam questów. Tak, więc jak laguje nam na jednym albo przeszkadza tłum przeskakujemy na inny i jesteśmy w tym samym miejscu.

Oraz wygląd fashion... Można, niestety za liście, kupić sobie strój do chodzenia, który chowa zbroję. To jest dobra opcja jak np. jest się Warrior'em i ma się blachę od stóp do głów. Ale jak się skompletuje taki zestaw... Kwota zabija, przynajmniej mnie.

I cóż... Gra piękna, ale polecam tym, co mają dużo nadmiaru gotówki na takie zabawy. Bo tak to plecaczek malutki, co rusz trzeba coś wywalać, a na sprzedawanie trzeba by co chwilę biegać...

Bo poza tym małym "szczegółem" gra się bardzo fajnie i miło. I dla oka i dla duszy... Lecz mnie na to nie stać. Bo przykładowo 1000 Zen kosztuje około 10 euro, a mamy z tego 400 liści. Spójrzcie teraz na kwoty ślubu i stroi... I macie odpowiedź dlaczego rezygnuję.

A szkoda, że twórcy nie pomyśleli o innych rozwiązaniach... Bo zapewne mieli by graczy więcej. Bo owszem jest opcja płatności smsem, przelewem, wszystkim, ale ten przelicznik jest zabójczy. Sprawiedliwie by było 1 do 1. 1000 Zen = 1000 liści. Acha, najmniej ile możecie zamówić to właśnie 1000 Zen.

I jeszcze jedna kwestia zauważona po powrocie do typowych gier, a dokładniej World of WarCraft. Forsaken World czyni gracza niepełnosprawnym erpegowo. Przede wszystkim dlatego, że oferuje ułatwienie wspomnianego już kliknięcia w nazwę w opisie questa i automatyczny bieg na miejsce.

A my w tym czasie, wiadomo, możemy sobie kawę zrobić... "O jeszcze 1000 metrów, zdążę na siusiu".  W ogóle gracz nie myśli. Tak, przynajmniej ja zauważam. Nie muszę się główkować o co chodzi, gdzie tego kolesia/skrzyni/potwora poszukać. Bo gra robi to za mnie.

Na koniec przykry dość wniosek... Najpierw zaistniał WoW, potem Shayia, a po nich obu Forsaken World. I nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to miks tych dwóch pierwszych. Wystarczy spojrzeć na wygląd bogiń w Shayi. I fakt identycznych rzeczy typu dungeony w Wowie.

Czy to można nazwać prawdziwym rpg online? Oceńcie sami...

M. Gamewalker & Drevni

Battlestar Galactica

Serial powstał w 1979 na fali popularności Gwiezdnych Wojen G. Lucasa (1978). Niestety serial nie odniósł większych sukcesów i nie był kontynuowany aż do roku 1980 gdzie powstało kilka kolejnych odcinków (niestety znów bez sukcesów).
Kontynuacja i współczesna wersja powstała na przełomie 2003-2004 roku. Kiedy to telewizja Sci-Fi, wyemitowała dwa odcinki pilotażowe o łącznej długości 3 godzin. Zaraz potem Telewizja NBC postanowiła zrobić kontynuację i powstał 13 odcinkowy 1 sezon.
Potem poszło jak z górki i powstały jeszcze 3 sezony + internetowe mini odcinki trwające od 2 do 5 minut (około 10 odcinków).
Ja zaczęłam oglądać współczesną wersję, ale nie wykluczam iż wrócę do części z ubiegłego 1000-lecia ^^
Serial mnie rozwala. Jest to jeden z tych, które ogląda się na zasadzie: - No dobra, jeszcze jeden, ale to już ostatni, bo się nie wyśpię. Po czym ogląda się jeszcze 2 odcinki ^^

Przyciąga przede wszystkim dobrą fabułą, efektami a’la GW i niesamowitymi zwrotami akcji. Do tego dochodzą niestandardowe i często zaskakujące decyzje jakie podejmują postacie.
Dodatkowo w odróżnieniu od mega grzecznego Star Treck’a tu nie zawsze jest grzecznie, sex, pot i łzy, złe i niemoralne decyzje. Admirał Adama to nie Jean Luk Pickard, który gdyby nie dowództwo nad Enterprise’em mógłby zostać Papieżem ;p
Przewaga Star Trecka polega jednak na rozbudowaniu i dopracowaniu fabuły w najmniejszym szczególe co tu niestety nie jest tak piękne.
Pojawiają się też tragiczne debilizmy, ale trzeba na nie przymknąć oko. Bo serial warto oglądać mimo głupoty niektórych rzeczy. Dla przykładu powrót Starbuck statkiem obcych w przestrzeń kosmiczną z dziurą zatkaną jakąś szmatą bez kombinezonu!! Sic. Nie chciałabym zobaczyć jak w normalnych warunkach wyssało by ją przez tą dziurę wielkości pięści….

Dlaczego sięgnęłam do tego serialu? A to za sprawą gry na przeglądarkę o tej samej nazwie. Gra ma fenomenalną grafikę jest 100% 3 de i zabija mnie to, że nie muszę ściągać nic by w nią grać! Walki w przestrzeni kosmicznej, wiele statków kosmicznych, bardzo rozbudowane rozbudowywanie jednostek, questy, ekonomia i realistyczne walki gwiezdne, zdobywanie terytoriów! GENIALNE!

Zapraszam wszystkich byście zobaczyli sami, bo słowami tego nie wyrażę! Jak ktoś lubi gwiezdne filmy i seriale i marzy o lataniu myśliwcem, okrętem wojennym czy wielką ciężką fortecą kosmiczną to zapraszam, a nie zawiedzie Was to mmorpg!


Kliknij w obrazek, aby przejść do strony gry. :)
M. Gamewalkwer

Last Chaos

Kolejne polskie MMORPG


Ponieważ muszę w coś grać, jak Talisha jest w pracy to znalazłam całkiem przypadkiem Last Chaos. (Bo w Shayię gramy sobie jednocześnie, gdyż jak pisałam najłatwiej grupowo zabija się potwory.)

System operacyjny: Windows (R) Vista/ XP/2000
CPU: 1 GHz Intel Pentium III lub podobne
RAM: 512 MB
Pamięć: 700 Mb
Karta graficzna: GeForce2 MX/Radeon 7500 (lub podobna)
Stacja pamięci dyskowej: 4 x CD-ROM
Karta dżwiękowa: DirectX 9.0c compatible soundcard
Połączenie internetowe: 56 Kbps

Niewielkie wymagania jak na grę... Chyba. Ale po kolei. Najpierw wchodzimy na http://lastchaos.gamigo.pl/

Zakładamy konto. Pobieramy... Instalujemy... Czekamy aż się zaktualizuje i... Trochę to trwa, ale jak widać ze screenów grafika jest wybajerzona w kosmos - bardziej niż w Shayia, więc... Nie ma co się dziwić.

Odpalamy w oknie i... Są dwa serwery. Nie wiem czym się różnią, więc wybieram po prostu Ibres, a podserwer Ibres-6 (RPG).

Teraz robimy Utwórz i... Wybieramy. Ja wybrałam Uzdrowicielkę. I zaczynamy grę...



No i tak to wygląda... Średnio mi pasi, że sterowanie za pomocą klikania w ziemię... I jakieś takie lekko nieczytelne wydaje mi się to, co mam na ekranie naciapane, jakieś takie to hmmm... No nie podoba mi się graficznie menu, ale myślę... "Zobaczymy". No i na jednym dniu patrzenia się skończyło.

A i Panowie koledzy i koleżanki macie do wyboru kilka postaci, ale przyznam szczerze, że nie zachwycają mnie te klasy. Bo ja chciałabym grać po prostu Elfem tak jak w Shayia, a nie jakimiś podszywanymi pod elfie profesjami...

Tytan, rycerz, czarodziejka, szelma i uzdrowicielka.

Ale jeśli komuś powyżej opisane sterowanie nie przeszkadza, lubi mieć dużo nieczytelnych rzeczy na ekranie i niezbyt wielki wybór wśród postaci to... Miłej zabawy. ;)

Ja nie skorzystam jednak.

Magdalena Gamewalker