Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czasoumilacz PC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czasoumilacz PC. Pokaż wszystkie posty

Farming Simulator 22

 

Moja przygoda z symulatorami zaczęła się od Euro Truck Simulator 2. Gra, której recenzję planuję napisać w najbliższym czasie.

Jak zawsze uważałam, że każdy musi trafić na swój typ. Niezależnie czy jest to gra, książka czy film. Często są to niespodziewane a nawet zaskakujące nas samych gatunki. Przykładowo ja zawsze uważałam się za gracza RPG, ale prawda jest taka, że wszystkie ukończone przeze mnie gry RPG można policzyć na palcach jednej ręki. W chwili obecnej w Euro Truck 2 mam spędzone około ośmiuset godzin.

Na Farming Simulator 22 polowałam od dawna. Czekałam na promocję i wreszcie jest.

Początkowo przeraziła mnie ogromna ilość wiedzy jaką trzeba ogarnąć by cokolwiek zrobić. W porównaniu z ETS2, w którym wszystko jest raczej oczywiste tu trzeba najpierw przeczytać kilka poradników a i tak co jakiś czas trzeba szukać informacji co i jak się robi.

Powiem tak, nie znam bardziej relaksującej rozrywki jak symulatory. Siadasz za sterami swojej ukochanej ciężarówki czy innej maszyny i jedziesz w wielką podróż przez kilka tysięcy kilometrów lub wykonujesz niesamowicie satysfakcjonujące prace na swojej farmie.

Niestety jest to dość kosztowna rozrywka. Sama gra i różne DLC to jedna strona a sprzęt i wszelakie kontrolery to druga.

Oczywiście można bawić się za pomocą myszki i klawiatury, ale to nie jest to samo. Cała zabawa zaczyna się po podłączeniu kierownicy, panelu sterującego i joysticka. Sprzęt taki dedykowany do FS22 kosztuje 1700 PLN, oczywiście można taniej (co ja zrobiłam - po prostu kierownica Genesis w promocji świątecznej ok 300 zł - a korzysta z kierownicy cała rodzina - czy do NFS czy Horizona) i też jest ok.


Co do samej gry to dostajemy swoją farmę a naszym zadaniem jest ją utrzymać i rozbudować. Mamy do wyboru dziesiątki maszyn rolniczych i możemy zajmować się większością jak nie wszystkim aspektami rolnictwa.

Orzemy, siejemy, kultywujemy, wałujemy, robimy bele ze słomy, robimy kiszonkę, hodujemy zwierzęta jak również zajmujemy się przetwórstwem produktów z naszej farmy tworzą całe łańcuchy produkcyjne. Kupujemy nowe pola i teren i stawiamy fabryki. Zabawa na tysiące godzin. Do tego wszystko w pięknej grafice i na najwyższym poziomie. Sprzęt licencjonowany wygląda i działa jak prawdziwy. Jest to z resztą jedna z rzeczy, która bardzo zaskoczyła mnie przy ETS2. Kiedy ogląda się filmiki pokazujące co widzi kierowca ciągnika siodłowego to nie ma najmniejszej różnicy między grą a rzeczywistością.

Ale co mnie skłoniłoby w ogóle sięgać po takie gry? Cóż na co dzień pracuję w logistyce i codziennie obcuję z ciężarówkami. Zastanawiało mnie jak to jest prowadzić taką maszynę i tak od nitki do kłębka wsiąkłam w ETS2.

Tak bardzo uwielbiam obie te gry, że mam straszny kłopot, Kiedy siadam „do farmy” to smutno mi, że moja ciężarówka stoi gdzieś na parkingu i tęskni. 😉

Gdy siadam do ETS2 to martwię się, że na mojej farmie zbiory trzeba zaczynać. Na razie farma jako nowość ma pierwszeństwo, ale zaraz pewnie zacznie się event wielkanocny w ETS2 i będę cierpiała.

Serdecznie polecam wszystkim i chłopakom, i dziewczynom w każdym wieku, bo nie ma nic bardziej odprężającego i relaksującego niż zabawa w symulator. Co ciekawe to się kompletnie nie nudzi. Gry RPG mają to do siebie, że mocno przyciągają na początku a później następuje spadek poziomu. Zaczyna się grind, poziom trudności rośnie etc. Nie da się zrobić długiej, pełnej napięcia gry, która utrzymuje taki poziom non stop. Z symulatorami jest inaczej, tu wykonujemy czynności takie jak prowadzenie pojazdu (na co irl nie mogę sobie pozwolić) co jest dla większości ludzi bardzo przyjemne a jednocześnie jesteśmy odizolowani od trudów z jakimi boryka się rolnik czy kierowca. Dostajemy to co najlepsze, czyli czystą przyjemność.

Motylowa Farmerka

Diablo Immortal

 

Od czasu do czasu poza oglądaniem filmów i czytaniem książek warto w coś sobie pograć. Co z resztą wychodzi nam całkiem nieźle. Niestety dość rzadko udaje nam się znaleźć taką grę, która podpasuje całej naszej trójce. O ile mnie pamięć nie myli ostatnią taką grą było League of Legends.

Teraz, dosłownie kilka dni temu trafiliśmy na kolejną perełkę jaką jest Diablo immortal. Gra, która wciągnęła nas bez reszty.Jakie Diablo jest, chyba każdy z Was wie. Od pierwszej części, która pojawiła się w 1995 roku upłynęło już niemal 30 lat. Kolejne części pojawiały się przez kolejne lata i każda z nich na swój sposób była wyjątkowa, przyciągając przed monitory rzesze graczy. Całkiem niedawno świat gamingu mógł cieszyć się najnowszą odsłoną IV części gry. Niestety zaporowa cena nie pozwala nam na zakup. Szczególne, że grę należałoby kupić trzy razy. Tak więc odpuszczamy, szczególnie, że wciągnęliśmy się w DI.

Co więc jest takiego wyjątkowego w grze, która nie została oznaczona kolejnym numerem serii? (DI powstało gdy III była już sędziwa a IV nadal nie chciała przyjść na świat).

Diablo Immortal, było pierwszą grą z serii dostępną na urządzenia mobilne. Między innymi dlatego też, gdy (o ilę się nie mylę) na Blizzconie zaprezentowano Diablo Immortal, Blizzardzi zostali literalnie wygwizdani. To dla mnie jak i dla wielu innych graczy zdyskwalifikowało DI na samym starcie i na wiele lat zapomniałam o tytule. Z czasem grę przeniesiono również na PC, ale jakoś nie było okazji.

Dopiero teraz i to za drugim podejściem Diablo Immortal pokazał pazur. Choć chyba lepiej by powiedzieć “Demoniczny Szpon”. Nad grą musiał siedzieć sztab bardzo utalentowanych psychologów i socjologów a ja sama jestem w szoku, gdyż nie jestem w stanie powstrzymać się od grania. Choćby teraz, musiałam zdecydowanie podjąć decyzję, że muszę wstać i zacząć robić coś innego (Dlatego powstaje ta recenzja). Dodatkowo, zwróćcie uwagę, że nie jestem pierwszym lepszym graczem. Mam za sobą całą masę multiplayerowych, darmowych onlajnówek i powinnam być uodporniona na wszelkie socjotechniki stosowane w tego typu produkcjach. W Diablo Immortal jest to jednak tak dobrze zrobione, że zawsze jest co robić, zawsze zostaje jeszcze jakaś mała aktywność do zrobienia, zawsze brakuje odrobinkę do nagrody. Brak natarczywych i mikropłatności pozwala wciągnąć się w wir rozgrywki jak w najlepszą w pełni płatną grę. Gra zdecydowanie nie jest P2W, P2P. Progres uzyskujemy w niesamowitym tępie, nagrody zdobywamy pełni, a to co warto ewentualnie zakupić jest klarowne. Dodatkowo ceny nie są jakieś powalające. Wiele drobiazgów można zakupić sobie już za 1 Euro.

Oczywiście, jak kogoś stać, to śmiało może jednego wieczora zostawić w Diablo całą wypłatę. Co jeszcze mi się podoba? Ano chodźby to, że gra nie jest szczególnie nastawiona na dany rodzaj rozgrywki, tak samo wiele dla siebie znajdzie miłośnik PvE jak i PvP. Co również nieczęsto się zdarza. Naturalnym też jest to, że jeśli nie chcemy płacić, to mamy nieco więcej grindu. Ale tu również wychodzi to bardzo pozytywnie, gdyż w grze jest tak wiele różnorodnej aktywności, że zamiast się martwić , że kolejną godzinę musimy zabijać mobki by wbić kolejny poziom to budzimy się po 5 godzinach zmartwieni, że już musimy kończyć a jeszcze tyle do zrobienia….

Cz polecam tę grę? Na pewno nie dla osób podatnych na różnego typ socjotchniki. Dla wszystkich innych, zdecydowanie! Rewelacja!

Motylek Magda

Gwint - Wiedźmińska gra karciana + Thronebreaker: The Witcher Tales

   


Heja! Pomyślałam, że jak po raz kolejny napiszę, że "Dawno mnie tu nie było" to literalnie zhaftuję się na klawiaturę. A że bardzo lubię moją klawiaturę, to zacznę po prostu od "hej". Hej jest neutralne i jakoś tak pasuje. Uniwersalne powitanie. 
Jak już pewnie się domyśliliście po tytule dzisiaj będzie o karciance, która była dla mnie nie lada wyzwaniem. Ze trzy razy się do niej zabierałam i za każdym razem stwierdziłam, że nie umiem w to grać i się poddawałam. Dopiero teraz okazało się, że gra jest trudna, ale jak najbardziej do opanowania. Może dlatego, że zmienił się samouczek? Być może. A może dlatego, że miałam sporo przerwy od innych karcianek i podeszłam do gry ze świeżym umysłem? Pewnie i jedno i drugie po trochu. 
Ale o co takie halo? Gwint od początku urzekł mnie niesamowicie piękną oprawą graficzną. Animowane karty, to coś czego nie zobaczycie w innych grach. Do tego świetne efekty, modele 3D dowódców oraz niesamowita oprawa muzyczna. Poza tym wiecie, klimat Wiedźmina jest jak najbardziej niepowtarzalny i ma w sobie to coś. Przestało mi już nawet przeszkadzać, że wielu postaci nie kojarzę. Tak, mam zaległości i to spore jeśli chodzi o gry o Białym Wilku. Z pamięcią tego, co działo się w książkach też nie jest najlepiej. Ale powiem wam, że to właśnie Gwint sprawił, że mam ochotę jeszcze raz zanurzyć się w świecie Wieśka. Akurat mam kilka dni by nadrobić czytanko i może, jak zgonię młodego z komputera to siądę sobie do pierwszej części gry. 


Oczywiście pisząc o Gwincie nie wolno zapomnieć o powstałej na jego podstawie grze Thronebreaker: The Witcher Tales. Dla tych co nie wiedzą jest to gra przypominającego troszkę Magic the Gathering z 1997 roku. A dla tych co kompletnie nic nie kumają, to trochę jak połączenie Heroes of Might and Magic z bitwami rozgrywającymi się jako gra karciana. Co ciekawe Gwint i Thronebreaker są ze sobą powiązane i czasami grając w jedno można zdobyć karty do drugiego lub odblokować jakieś osiągnięcie. Co mogę powiedzieć? Pomimo, że jedna gra to e-sportowa gra oparta na rankingach i sezonach, a druga to zabawa wykorzystująca mechanikę tej pierwszej, to jednak warto grać sobie w jedno i drugie. Zupełnie inne doświadczenia i przeżycia. Choć niewątpliwie Thronebreaker podnosi naszego skilla. Szczególnie jak się jest początkującym graczem tak jak ja. 


Oczywiście ja na polskie studio przystało, CD Project Red zadbał o fantastyczną, pełną Polską wersję językową. Tak więc nie musimy się absolutnie martwić o zrozumienie zasad, opisów kart itp. 
Wracając jednak do Gwinta, to jest to zupełnie inna gra od większości karcianek, które po paru większych czy mniejszych modyfikacjach są zwykłymi klonami Magica. Tak Gwint zapewnia nam zupełnie i całkowicie inną grę. W skrócie gra jest podzielona na trzy rundy, w których wykładamy naprzemiennie karty w dwóch rzędach. Każdą rundę możemy spasować, ale naszym zadaniem jest wygrać dwie z nich. Każda karta ma swoją punktację. Kto będzie miał więcej punktów w swoich kartach na stole, ten wygrywa rundę.  I tyle albo aż tyle. Wiem, że krótki lakoniczny opis może nie pobudzić waszej wyobraźni wystarczająco, ale chodzi mi o to, że zasadniczo gra jest bardzo prosta. Przynajmniej na początku, kiedy zaczynamy to nie musimy uczy się tysiąca reguł. Oczywiście, od opanowania zasad do bycia dobrym graczem dzieli nas przepaść. Ale jeśli zrozumiemy zasadę poddawania rund, to już poleci wszystko z górki. 


Na pewno nowy samouczek zdecydowanie pomoże wam nauczyć się podstaw i zaprezentuje wam grę z najlepszej strony. Mam tylko do was małą prośbę. Jeśli zamierzacie spróbować, to zarejestrujcie się przez mój reflink. Nic wam to nie zmienia, a za to zarówno ja jak i wy dostaniemy bardzo fajne nagrody!

https://www.playgwent.com/invite-a-friend/3VQPZUA3XY

Zapraszam wszystkich do wspólnej rozgrywki, ścigania się w rankingach oraz do rozmowy na temat gry. 

Magdalena Motylek

Elite Dangerous



Czołem kochani!

Dawno się nie odzywałam ale musicie mi wybaczyć, bo ostatnio oprócz pracy zawodowej na 80% zajmuję się domem na 40% i mam też etat nauczycielki na 60%. Tak więc jak widzicie czasu na wszystko inne to tylko... A nie to już tak jakby nie mam czasu :D

W tych krótkich strzępkach wolnego czasu udało mi się jednak odkryć Elite Dangerous. Cóż, jeśli tytuł jest dla was mało atrakcyjny to śpieszę wam z wyjaśnieniem, że tak samo zupełnie i całkowicie nie oddaje tego o czym jest gra. Rozumiem też, że jej historia sięga lat 80', ale noooo jakoś tak nie trafia do mnie. Za to gra już jak najbardziej tak.

Dwa lata w sumie grałam w Eve Online. Fantastyczna gra, w której jednak zbyt wiele rzeczy mi nie pasowało. Nie będę się nad tym rozwodziła. Dawałam jej szanse przez dwa lata bo tak strasznie podoba mi się mmo sandbox w kosmosie. Marzenie by zostać Hanem Solo w spódnicy. Eve tego nie daje, Elite owszem.

Elite jak dla mnie uzupełnia wszystko to, czego brakowało mi w Eve.

Wreszcie mogę samodzielnie prowadzić mój pojazd. No niestety wiąże się to zdecydowanie z potrzebą posiadania joysticka z przepustnicą. Ten, którego ja używam to absolutne minimum i najtańsza opcja. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jest niesamowity, bardzo wygodny i wbrew pozorom wypasiony. Polecam:


Tu przepustnica wbudowana jest w korpus joya ale bardzo wygodnie się z niej korzysta. Piszę tak dlatego, że jest jeszcze wersja z odłączaną przepustnicą, co świetnie wygląda ale wymaga masę przestrzeni i nieco więcej gotówki. Tak o 100 zł. Co w połączeniu z ceną gry daje już zawrotną kwotę 500 zł. Ja na szczęście trafiłam na mega promocję w której gra z 214 zł przeceniona została na 64 zł. Valve mnie kocha :D Z wzajemnością.

Ale wracając do samej gry wspomniałam o pilotowaniu. /jest ono tak skomplikowane, że wstępne opanowanie podstaw zajęło mi obejrzenie kilku godzin poradnika oraz ośmiu godzin ustawień w grze klawiszy sterowania etc. I nie jest jeszcze wszystko perfekcyjnie ale na tyle by dawać sobie radę. Po dwóch dniach czyli jakieś 16 do 20 godzin grania potrafię sama wlecieć do stacji i poprawnie zadokować statek. Oraz oczywiście wystartować. Przeleciałam też jakieś 13 układów do miejsca gdzie planuję się osiedlić. No gdzieś tam, na pewno w okolicy. Chwilowo przygniótł mnie ciężar misji, więc logicznie ujmując, muszę się udać w mniej zaludnione rejony gdzie transport paru ton leków czy warzyw cieszy ludzi i chcą płacić za wykonywanie takich zadań.

Ale jeszcze wiele do odkrycia przede mną.


Sporo bo aż 4.000.000.000 gwiazd wraz ze swoimi układami jakie wchodzą w skład naszej Drogi Mlecznej. Tak moi drodzy świat w Elite to proceduralnie wygenerowany wszechświat na podstawie danych naukowych uzupełniony i poprawiony na podstawie tego co udał nam się do tej pory odkryć. I nadal jest o nowe odkrycia uzupełniane.

Daje to największy możliwy świat jaki powstał w grach. Wspomnę jeszcze, że całkowicie zostały zachowane odległości. Więc jeżeli tylko ktokolwiek z was ma chęć może spróbować polecieć z Ziemi na Marsa z prędkością 30 km/s, możecie też lecieć z prędkością 200 km/h ale to już zostawiam miłośnikom Desert Bus.

Oczywiście gra byłą by niegrywalna gdyby nie dwa typy napędów. Jeden to jakby skok w nadprzestrzeń. Beż kontroli w trakcie lotu skaczemy od gwiazdy do gwiazdy uważając by w trakcje wyskoku z tunelu hipernapędu nie wpaść w sam środek słońca.... Drugi to taki wolniejszy ale dający się kontrolować lot z prędkością przekraczającą prędkość światła. Nic wymyślnego standardowy miks tego co znamy z głównego kanonu Sci-Fi.

Handel zapowiada się nadzwyczaj ciekawie. choć mocno uproszczony w stosunku do tego co oferuje nam Eve, ale być może jest dzięki temu do ogarnięcia.

Tak jak Eve główną perełką jest rynek kontrolowany przez graczy tak w Elite mamy politykę, której rozwój i sytuacja wewnątrz jak i pomiędzy frakcjami w głównej mierze zależy od graczy i ich poczynań. Oczywiście nie musimy się w to bawić ale wielu graczy po prostu wsiąka w Powerplay (tak się to nazywa w grze) i staj po stronie jednego z mocarstw, a dokładniej postaci które te mocarstwa reprezentują. Poza tym każdy układ planetarny działa na zasadzie żywego reagowania na to co robią gracze w tym systemie. Dochodzi do wojen lub boomu gospodarczego. Gracze mogą walczyć o wpływy na milion różnych sposobów.

Ta gra, bo widzę, ze już popłynęłam z opisem jest fenomenalna. długo by o niej pisać czy opowiadać. Każdy jej aspekt wart jest wspomnienia o nim, a to by znaczyło, że nie przestanę pisać i nie wrócę do gry, by tworzyć dla was fajne, wyrwane z kontekstu opisiki, jak ten poniżej. Poznajcie zatem moją postać: Proxima Alland!


Proxima Alland urodzona 5 kwietnia 3281, Cemiess, Emerald

Córka służącej (Elisa Alland) pracującej w pałacu Księżniczki Aisling Duval.

Oraz córka Markusa Allanda zarządcy pałacowego ds. zapatrzenia. Oskarżonego o szpiegostwo i skazanego na śmierć w 3295 roku. Wyroku nigdy nie wykonano. Markus i Elisa zastrzeleni zostali w trakcie próby ucieczki. Podążająca z nimi 14 letnia Proxima została oszczędzona i uniewinniona jako nieletnia. Na prośbę samej Księżniczki skierowana do sierocińca dla dzieci poległych, zasłużonych pilotów, gdzie przebywała do osiągnięcia pełnoletności.
Zgodnie z prawem, w dniu 18 urodzin weszła w posiadanie tego, co pozostało z majątku jej rodziców.
Starczyło tego na opłacenie szkoły dla pilotów, oraz zakup swojego pierwszego wymarzonego statku.
Proxima wychowywała się na dworze, dzięki czemu zdobyła obycie wśród elit. Główną zaletą tego jest jej poczucie, że ci ludzie nie są inni od zwykłych śmiertelników. Wie jak to wygląda, czym to się je. Dzięki temu jest pewna siebie, opanowana i doskonale świadoma swojej pozycji i możliwości. Byle dyrektor czy porucznik nie robi na niej żadnego wrażenia a jednocześnie wie jak się zachować by uszanować ich pozycję.
Z drugiej strony czuje się w obowiązku aby zmyć ze swojego nazwiska hańbę jaką ściągnął na nich jej ojciec.
Należy też pamiętać, że 4 lata spędziła w sierocińcu, gdzie musiała nauczyć się cwaniactwa oraz wielu innych umiejętności by przetrwać. Szczególnie, że nikt nie szczędził jej upokorzeń ani nie trzymał w tajemnicy czyją jest córką. Musiała być twardsza od innych, wytrzymalsza i sprytniejsza. Nauczyła się sztuki przetrwania i poznała zasady działania „czarnego” rynku sierocińca.
Z takim przygotowaniem przez życie, z takim bagażem doświadczeń, siedzi teraz za kokpitem swojego wspaniałego statku. Wdycha ten szczególny zapach nowego wnętrza pojazdu i zastanawia się co dalej? Niewiele osób dziedziczy taki majątek, by w jej wieku stanąć przed taką szansą. A jeszcze mniej potrafi jej nie spier…. Własny statek daje nieskończone spektrum możliwości…
Otaczają ją same gwiazdy pustka i bezmiar przestrzeni kosmicznej. Bycie zawieszoną w przestrzeni uspokaja ją i relaksuje.
- Czas napisać swoją historię - powiedziała do siebie, popychając spokojnym acz zdecydowanym ruchem drążek przepustnicy do przodu.



Magdalena GameWalker

osu!


Ciekawe ilu z Was wie co to jest osu! ?
Dla tych co nie wiedzą już śpieszę z wyjaśnieniem, że jest to Japońska gra rytmiczna lub jak ktoś woli muzyczna. Jest całkowicie darmowa, choć zalecam dokonania małej darowizny na rzecz twórców. Dzięki temu odblokuje nam się kilka przydatnych drobiazgów jak śledzenie rankingu wśród znajomych czy krajowego. Albo pobieranie bitmap bezpośrednio z poziomu aplikacji.Nie jest to oczywiście jakieś niezbędne czy coś i na 100% nie ma wpływu na sam fun płynący z zabawy.
No właśnie! Nie napisałam Wam jeszcze na czym gra polega! Tak więc od początku.
Pobieramy i instalujemy sobie grę prosto stąd: osu!
Cała strona jak i gra jest przetłumaczona na język polski, więc nie musicie się martwić drobiazgami takimi jak brak zrozumienia zasad, opcji etc. Na wszelki wypadek zobaczcie sobie poniższy filmik:



  Kiedy mamy to już za sobą przyszła pora na zabawę. A ta, nie jest wcale taka łatwa. Jeśli ktoś uważa, że umie klikać i ma jakie takie poczucie rytmu, to zapraszam do osu! Już po kilku chwilach zweryfikujecie wasze umiejętności.
Czy gra jest niemożliwa? Oczywiście nie. Po jednym dniu zabawy radzę sobie już naprawdę dobrze. To znaczy na tyle dobrze by nie walić w rozpaczy głową w ścianę, nie rzucać myszką ani laptopem :D

Śmiejcie się, ale to naprawdę postęp. Ja nawet spieprzyłam samouczek! Ale już jest lepiej :D
Nie dajcie się. Poszukajcie sobie bitmapy z wolnym rytmem i opisem "painfull easy" hyhyhy ^^ Powinno pomóc. Pamiętajcie też, że kluczem do postępu są wasze uszy a nie oczy. Czując i słysząc rytm klikniecie w idealnym momencie. Na oko, nie macie szans.

Jeżeli lubicie klimaty anime, muzykę i świetną zabawę, to jest to gra dla Was. Szczególnie teraz, kiedy nie bardzo jest jak wyjść na spacer.

Zapraszam dodawajcie mnie do znajomych,m będziemy śledzić nasze postępy i konkurować ze sobą w poszczególnych piosenkach. Dodać mnie możecie tutaj:



osu! to nie żadna nowość. Już lata temu słyszałam u Wicha (Youtuber), że on gra i ma nawet spore osiągnięcia. O ile dobrze pamiętam to nawet próbowałam sobie zainstalować. Ale jeśli się nie mylę, to miałam jakieś spore problemy z instalacją i konfiguracją. Teraz po latach widzę, że nie ma już z niczym najmniejszego problemu i wszystko śmiga od pierwszego kliknięcia.



Jak by was jeszcze przekonać? osu! a raczej gra w osu! ma w sobie coś niesamowitego, trochę taki niszowy klimat, smak innego świata, przynależności do specjalnej grupy ludzi. Elitarność. Sama nie wiem, Do tego kolekcja naszych utworów, nasz profil, statystyki, jej... To trzeba poczuć. I chyba albo się to złapie albo nie. Coś jak z wirusem ;) lol
Do tego zbieranie kolekcji bitmap... Jej jakie to fajne, od razu ma się swoje postępy w każdej z nich, można je przeglądać etc. Gra sama losowo puszcza muzykę jakoś tak fajnie to wszystko animuje, przetwarza, że nie sposób się od tego oderwać.



Kogo tu widzę? Siostra? Asia wystąp, Amelia do boju! ELFIK bez 2 zdań! Maksio ma już konto!
Tak tak, to naprawdę dla was! Nie bójcie się, wraz z filmikiem, który zamieściłam wszystko zdaje się być proste ale w razie co, służę pomocą każdemu, kto się do mnie odezwie. Również w komentarzach pod tym wpisem lub na FB.


Co potrzebujecie? Myszka, klawiatura, w miarę przeciętny sprzęt, słuchawki i już.
Oczywiście później przyda wam się lepszy sprzęt jak tablet graficzny czy klawiatura mechaniczna ale na początek naprawdę nie ma co się tym przejmować.


Pamiętajcie moi drodzy by zapisywać powtórki z waszych najlepszych gier oraz robić screeny!


Pokonajmy Koronawirusa razem, grając w osu!

MM

PlanetSide 2 pod nowymi skrzydłami


Witajcie. Do napisania dzisiejszego wpisu nakłoniły zmiany oraz sama rozgrywka w PlanetSide2. Mam nadzieję, że uda mi się kogoś zachęcić do gry. Serdecznie zapraszam. Gra dostępna jest na Steam. Jest całkowicie darmowa i nie wymaga dodatkowych opłat. Wszystko jest dostępne za darmo i płatności nie dają żadnej przewagi na polu bitwy. Jedyne co możemy sobie kupić to sprawy kosmetyczne, ale o tym już niejednokrotnie pisałam.

Pamiętajcie, że im więcej nas gra tym lepsza jest zabawa! Szczególnie jeśli chodzi o grę, w której toczy się bitwy z setkami graczy jednocześnie.

A więc po kolei. Doszły mnie słuchy powodując zaskoczenie niemałe, że PS2 przechodzi w ręce nowego zespołu. Zwykle mam mieszane uczucia kiedy dzieją się takie rzeczy, bo to oznacza zmiany. A zmiany nie zawsze znaczą na lepsze. Albo lepsze dla jednych oznacza gorsze dla innych. Jednym słowy nie ma tak, że każdy będzie happy. Jeszcze się taki nie narodził co wszystkim dogodził I to w sumie jest jedna większych mądrości życiowych.

Dlaczego o tym piszę? Ano nie dalej jak wczoraj rozmyślałam sobie nad przyszłością tego leciwego już tytułu. Jak przekonać ludzi, że wygląda on i gra się w niego rewelacyjnie. Czy jedna osoba może wpłynąć na zwiększenie populacji na serwerze? A jeśli tak, to jak?

Myślałam nad tym jak zapatruje się na utrzymywanie tego tytułu Daybreak, który nadal w swojej stajni utrzymuje przecież EverQuest i EverQuest 2! Na tej podstawie doszłam do wniosku, że w takim razie PS2 jest bezpieczny na co najmniej dekadę ;p hehehe

Ech, zobaczymy.



Co do samej rozgrywki wczoraj był koszmarny dzień. Zaczęło się wszystko całkiem dobrze. Wraz z grupą około 10 czołgów, 5 transporterów opancerzonych pełnych piechoty przemierzaliśmy sobie Indar. (Ostatnio mam sporo szczęścia gry na tym kontynencie).

Gładko przejęliśmy The Crown i Ti Alloy oraz kolejną bazę. Gdy nagle rozpętało się piekło.

Żołnierze NC byli wszędzie. Nie dało się ustać nigdzie dłużej niż minutę by nie dostać nożem w plecy, lub strzał od wrogiego snajpera zza naszych pleców, czyli w zasadniczo opanowanej przez nas przestrzeni. Tu moje wielki ubolewanie. Dlaczego nikt nie pilnuje pleców?

Ech. Siekli nas niemiłosiernie. I już po chwili zakleszczyli nas i wytłukli.

Gratulacje dla dziewczyn i chłopaków z NC takiej akcji dawno nie widziałam.

Na dowód to przez półtorej godziny gry nie zabiłam nikogo ze snajperki. Złapałam tylko 5 killi na wybuchowych pułapkach, które zostawiłam tu i tam.

Gracze NC, poruszali się świetnie, zmieniali pozycje etc.

To było przedwczoraj. Wczoraj znów gorące piaski Indaru dały nam się we znaki. Tyle, że tym razem było już zupełnie inaczej. Choć nadal w większości czasu w defensywie, to mimo wszystko teraz walka przebiegała zupełnie inaczej. Tym razem walczyliśmy z głową i w poukładany sposób. Wpadło mi kilka bardzo znaczących zabójstw, Skupiłam się tym razem na eliminacji wrogich infiltratorów, co w znaczącym stopniu wpłynęło na powodzenie obrony. Bardzo satysfakcjonujące. Do tego uczyłam się jak pozostać niewidoczną i atakować z kilku punktów. Przyznam, że jestem z siebie zadowolona.

Robię postępy i jestem z siebie dumna, Moje statystyki świadczą o tym.

Oczywiście jeszcze cała masa błędów, o których wiem jest do naprawienia. O ilu jeszcze nie wiem?

Na pewno muszę coś zrobić z celnością. W sensie prędkości reakcji. Celuję dobrze, ale od momentu wycelowania aż do naciśnięcia spustu mija zbyt wiele czasu.

Muszę też bardziej cenić życie. Tzn. Nie marnować bez sensu żyć. Nie pchać się w miejsca gdzie czeka mnie pewna śmierć.

Szukać sobie ciekawych miejsc do snajpienia. Używać Flasha do szybkiego przemieszczania się po mapie.

MM

PlanetSide 2 Zaproszenie

Witajcie.

Dzisiaj mam dla Was coś, co grą RPG nie jest i nigdy nie predestynowało do tego by nią być. Jest to natomiast gra bardzo, ale to bardzo niedoceniona!

Zakopana pod takimi tytułami jak Battlefield i mu podobne, choć do pięt jej nie dorastają!

Panie i Panowie, z prawdziwą przyjemnością pragnę przedstawić Wam… PlanetSide2!

Bitewną Grę MMO, w której wcielasz się w żołnierza jednej z trzech stron konfliktu. Bierzesz udział w walkach na 4 olbrzymich (zakrawających na miano OpenWorld kontynentach. W bitwach, w których może wziąć udział po 1000 graczy po każdej stronie konfliktu jednocześnie!!!!

Do tego otrzymują Państwo 4 rodzaje pojazdów latających, 8 naziemnych, 6 klas postaci takich jak Medyk, Engeener, Light Assoult, Heavy, Infiltrator czy MAX (coś na wzór mecha).

Bitwy są iście epickie. Pół nocy możemy walczyć o jakąś przełęcz czy wąwóz.

Gra posiada bardzo rozwinięty system dowodzenia, gdzie dowódca może „na żywo” rysować na mapie, wyznaczając nowe zadania dla członków squadu.

O ile się nie mylę struktura wygląda tak: Jeden dowódca może zarządzać 4 squadami po 10 osób każdy. Czyli pod jednego dowódcę może podlegać 40 graczy jednocześnie. Ale te liczby mogą być zaniżone, bo nie pamiętam dokładnie.

Gra jest całkowicie Free to Play. Wszystko co możecie osiągnąć w grze, możecie to zrobić za darmo i nie wymaga to grindu.

Gra jest nastawiona na Fair Play i E-Sport.

Gra jest trudna i wymaga od nas szkolenia własnych umiejętności.

Keep Calm & respown! 😃

W grze istnieje bardzo dobrze zorganizowany i silny Polski Outfit (Sentienels of Conglomerate).

Dlaczego więc do PS2 chce się dorabiać fabułę?
Nie ma ona sensu w ujęciu samej gry, nie myśli się o tym.

A jednak kusi od samego początku Z resztą nie tylko mnie. Początki w Outficie owocowały powstaniem nie tylko opowiadań ale również stworzyliśmy na własne potrzeby mini grę narracyjną! Poprzez forum stworzyliśmy postacie, które odgrywaliśmy!

Jak popatrzę na to z perspektywy, to Istny obłęd! Szaleństwo!

To gra, w której trzy strony konfliktu mordują się nawzajem w epickich walkach ale nie RPG. Uważam jednak, że gra jest tak dobra, że należy jej się coś więcej i nam też. Chcemy pewnie troszkę być mniej anonimowi, nie tylko mięso armatnie ale ktoś, kto ma cel, przyjaciół, etc. Choć jak już wspomniałam w czasie samej gry nie myślimy o tym.

Zapraszam zatem serdeczne do gry, uważam że warto, nadal warto. Im więcej nas będzie, tym lepsza będzie zabawa. Proszę też o pomoc w promowaniu samej gry. Udostępnijcie proszę ten post.

Gra jest dostępna na platformie Steam.

Magdalena Motylek 🧚

PlanetSide 2 Wielki powrót

Jako, że młody dorasta i sięga po coraz to nowe wyzwania, to i ja odświeżam sobie zakątki dawno nie odwiedzane.

Tym razem wróciłam do PlanetSide2 fenomenalnej strzelanki wieloosobowej. Dla tych, którzy może już nie pamiętają, jest to gra od Sony, która jak do tej pory wyznacza standardy rozmachu w grach multi.

Gigantyczne mapy i aż do 1000 graczy po każdej z trzech stron konfliktu jednocześnie! Zapewnia to niezapomniane i nie widziane nigdzie indziej przeżycia oraz stanowi fenomen na skalę światową. Tu zdobycie jednej przełęczy czy przejście przez mały wąwóz może się przerodzić w epicką, wielogodzinną bitwę.

Bo wyobraźcie sobie, że z jednej strony wąwozu jest niewielka baza a drugiej bez przerwy podstawiane są wozy z respownem i co chwila podlatują samoloty z desantem żołnierzy z odległych zakątków mapy? W tym kotle, średni czas życia wynosi od 10 sekund do minuty, chyba, że uda się znaleźć miejsce, z którego można prowadzić w miarę bezpieczny obstrzał, wtedy to farma na całego.

Tak czy inaczej. Tak samo jak przed laty, tak i teraz zabawa jest niesamowicie dobra. Zostawiono już tylko 3 serwery EU, US i ASIA co sprawia, że wszyscy bawią się już razem w jednej piaskownicy. Fanów jest na tyle dużo, że gra nie powinna umrzeć. Otwarta jest też dla nowych graczy a próg wejścia jest bardzo niski.

Pamiętać oczywiście należy, że to szczególna gra. To nie Battlefield czy inne ciepłe bambosze. PlanteSide2 to gra dla twardzieli. Tu za normę trzeba przejąć, że początkujący gracz będzie poznawał arkana respownu co chwilę. Dopiero potem okazuje się co należy robić i jak grać by pożyć troszkę dłużej, nie wiele dłużej ale zawsze 😃

Niski próg wejścia jest dlatego, że np. początkowa broń jest na tyle dobra, że niektórzy zostają z nią na stałe. A pierwsze Certy zdobywa się na tyle szybko, że po chwili ma się podstawowe skille na przyzwoitym poziomie.

Oczywiście jak ktoś gapa, to nic mu nie pomoże. Do nauki strzelania na początek zdecydowanie polecam inne gry.

PlanetSide2 nadal błyszczy ładnym, cieszącym oko wyglądem. Niestety, nadal duża ilość graczy sprawia, że nawet 2x mocniejszy sprzęt od zalecanych wymagań dławi się na ultra w krytycznych momentach….

Dzisiaj obetnę trochę górkę ustawień, najpierw o jeden stopień ustawień nVidia potem o dwa, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Zapraszam do gry wszystkich miłośników niezapomnianych wrażeń. Mimo upływu lat, myślę, że nadal warto.

Magdalena Motylek vel Anyari Tanake 🦋

Guild Wars 2 (okiem Drevniego)

Nie wiem, nie znam się, ale... Chciałabym coś powiedzieć, bo od dwóch dni jestem w innym świecie (z umiarem wiadomo). A to wszystko za sprawą drugiego mieszkańca lokum...

Meg tak nachodzi co jakiś czas... (- też tak macie gracze?) ...że szuka czegoś do pogrania online. Nie wiemy, czy to tęsknota za World of Warcraft czy za czymś, w co się siądzie czasem wieczorem, kiedy koty i dzieci śpią i można pograć, powalczyć, pozdobywać...

No i traf sprawił, że pobrałyśmy Guild Wars 2. Można za darmo, więc narzekając na to, jak drogie prepaidy ma WoW zrobiłyśmy postacie. Padło na Nord'ów. Pewnie też trochę dlatego, że czekamy na dalszy ciąg Gry o Tron? No w każdym razie ta gra okazała się póki co całkiem fajna. Nie spodziewałam się, bałam się tych kiczowatych znaków zapytania (w jakiejś online'ówce mi je Meg pokazała, a i panienka biegnąc tak machała tyłkiem, że albo siku jej się chce albo co gorszego), bałam się jakiś mikropłatności, tak jak w Rifcie itd...

Ale WarCraft mnie zraził garnizonami, muszę to przyznać, nie pisałam nawet o tym oddzielnie, bo po prostu mi opadły uszy. Tęskno czasem za Druidem i za tamtym klimatem... Lecz Dreanor mam wrażenie, że tylko po to został stworzony - garnizony i udziwnienia. Owszem gra ewoluuje, zmienia się, ale w pewnym momencie, kiedy są dwa gracze w rodzinie i macie wizję odświeżania prepaida na zmianę (jeden miesiąc Meg, drugi ja) i liczyć, że to jest minimum 100 zł... No to ludzie... Nawet mnie samej byłoby szkoda płacić co dwa miesiące, jak mam grać sama... A mimo wszystko podświadomie ta igła, że opłacone,a  nie mam czasu kiedy siąść... No zmarnowana kasa po prostu.

Widać gracz też musi czasami ewoluuować i z pewnych rzeczy zrezygnować być może czasowo. Może zmądrzeją i zrobią free. Ale wróćmy do Guild Wars 2. Tutaj jest całkiem ładny klimat, owszem nie jest komiksowy jak tam - jest realistyczny, grafika na wysokim poziomie (widać te cienie na zdjęciu? a wcale nie mam najnowszej karty graficznej) - ale może te dwie gry nie da się porównywać? Konkurencją dla Guild Wars 2 podobno jest Elder Scroll Online - widziałam na filmiku, gówno. Jak już popatrzeć na ten pasek u góry z tymi znaczkami to się słabo robi. No niestety do WarCrafta przyzwyczajona jestem i chciałam podobne sterowanie. Że nie ma Druidów, to wybrałam sobie postać ze zwierzaczkiem, zaczęłam od wilka, ale już mam kruka i niedźwiedzia... A piszę to ja 13 lvl. I mam nadzieję, że kolejny wpis zrobiony przez Meg powie Wam więcej. Ja póki co jestem zadowolona. Te same komendy na czacie działają, i spać można w karczmie itd...

Myślimy nad standardem do wykupienia, ale oczywiście nie na ich stronie. Tylko jak coś może na zajączka wielkanocnego? ;) Na necie jest taniej niż 45 euro - czy warto? Czy lepiej pozostać przy darmowym graniu?

Przynajmniej jednorazowo się płaci i w czasie możemy sobie się dogadać, bo Meg chce tą nową klasę. Niestety Blizzardzie - to już nie są czasy na płacenie abonamentów za gry. Uważam, że wiele lat minęło i jest czas, by dostosować się do rzeczywistości. A tokeny sprawy nie załatwiają, bo gra ma być przyjemnością, a nie farmieniem złota po to by kolejny miesiąc znów kołować złoto, aby móc to robić znów za miesiąc...

Tu poczułam się wolna. Nie napotkałam na nic, za co każą mi płacić. Jakaś czarna skrzynka z kluczem za kamienie? Najwyżej będzie leżała w banku albo ja wywalę. Nie daję się już zmanipulować, ani też nie mam ochoty za nic płacić. Tutaj biegam, trafię na obszar z questem? Fajnie, robię, odbieram nagrodę, nie muszę szukać znaku zapytania, żeby odebrać i wziąć następne zadanie. I to jest akurat wygodne, że aż fajne. Gracze chyba się też starzeją z czasem i odechciewa im się biegać między taką ilością światów jaka napotkała WarCrafta?

Mówię to ja, level 13: Polecam, zapraszam, mi się (póki co) podoba! :)

drevnikocurek

The Panic Room, Dom Zagadek

Nie jestem jakąś nadzwyczajną fanką gier na portalach społecznościowych, ale kurczę... Jest taka jedna gra, dla której kiedyś miałam konto na nk, a teraz przy okazji fanpage kociego mam konto i... Okazuje się, że Dom Zagadek jest na facebooku! No nie, przepadłam! ;)

A tak na poważnie The Panic Room ma coś w sobie. Jest wyjątkową grą typu hidden object. Ciszę się, że Nikita Online wrzucili ją na facebook. Ma szansę tu istnieć i się rozwijać. Jest też dostępna w AppStore dla iPadów i iPhone. Ja opowiem o wersji na facebook.

Gra jest w polskiej wersji językowej, tylko elementy z aktualizacji czy eventów zdarzają się być po angielsku, ale to nie przeszkadza. Mamy pamiętniki z ciekawą treścią i pokoje, w których szukamy różnych przedmiotów. A przede wszystkim poznajemy skrawki historii tajemniczego domu...

Życie nam się odradza cały czas, można je podnosić różnymi posiłkami, ale też na stanie krytycznym rośnie nam szansa na znalezienie potrzebnych do misji rzeczy. Więc jak widać wszystko jest kwestią naszego wyboru, tak samo jak to, po której stronie staniemy - Stronników czy Podziemia...

Wiadomo, że łatwej się piąć w górę przy dużej liczbie znajomych grających w tę grę, ale można też na spokojnie sobie grać bez szumnego tłumu. Gra jest długa, przyjemna, ma eventy, jest piękna graficznie - sam relaks dla oczu i umysłów lubiących zagadki i takie mroczne historie...

Polecam obowiązkowo!

drevnikocurek

AION


       Chciałam Wam przedstawić niesamowitą produkcję firmy NCsoft, gręAion!

Choć... Może nie trzeba jej przedstawiać? W zasadzie gra jest niesamowicie popularna. Powstałą w 2009 roku w Korei. Najpierw jako wersja Koreańska zaczęła podbijać świat. Do roku 2015 dorobiła się wielu poprawek, zmian oraz wielu wersji językowych w tym Polskiej! I tu pierwsza radość. Aion okazał się pierwszą grą MMORPG, w którą grałam w naszym rodzimym języku. I choć nie mam problemów ze zrozumieniem gier po angielsku, to jednak we własnym języku odbiór jest 100 razy lepszy. Niestety, tłumaczenie jest niedopracowane, zawiera błędy. Spotykamy ciągle pominięcia, które uzupełniane są wersją angielską itp. No... dupy nie urywa, ale i tak jest fajnie!


Tak w ogóle, to doszłam do wniosku, że gra została bardzo skrzywdzona. Przede wszystkim złym marketingiem. Mówi się, że reklama dźwignią handlu. Ale zła reklama gwoździem do trumny.
Oczywiście, gra jest w top 5 najlepszych gier MMORPG F2P 2014/2015! A Polacy mają nawet swój serwer.
Teraz nasuwa się pytanie. Gdzie byłaby ta gra, gdyby nie to co mi w jej promocji przeszkadza.
1. Słabe banery, zamieszczane głównie na stronach z przeglądarkowymi pseudo MMOgrami.
2. Reklamy sprawiające wrażenie, że jest to tania gra z masą mikropłatności i UI z pierdyliardem kolorowych ikonek, które finalnie i tak prowadzą cię do mikropłatności....
3. Deweloperem stał się Gameforge! (nie mam nic do tej firmy, ale przyznacie, że kojarzy się jednoznacznie).


Zabawna historia wiąże się też z tym, jak źle na mnie podziałała reklama.
Jakiś czas temu zainstalowałam sobie HEX (również grę z lunchera Gameforge). Zobaczyłam tam oczywiście Aiona, ale stwierdziłam, że nie ma mowy (z ww. powodów).
Jakiś czas potem trafiłam na reklamę, którą przypadkowo kliknęłam i zaczął mi się pobierać Aion! Zatrzymałam instalację wkurzona, że ten badziew się na mnie uparł!
Dopiero kilka dni temu trafiłam na FAQ Aion by #BuraczekCebulaczek. Uwielbiam gościa oglądać za: Zajebisty głos, inteligentne wypowiedzi, krytyczny stosunek do ludzkiej głupoty, itp. Więc oglądam wszystko w zasadzie co nagra.
Jednak po obejrzeniu tego filmu stwirdziłam, że TA GRA MUSI BYĆ ZAJEBISTA! I jest. Okazuje się, że jest fenomenalna.
Jeśli mnie przekonał, to liczę, że Was też przekona ten filmik:


Zatem biorąc pod uwagę całą złożoność tej gry, nawet nie będę się siliła na opisanie tego co tam jest, Więc tak naprawdę recenzja ta nie jest recenzją a bardziej próbą zainteresowania Was tytułem. Pozycją, która jest pod każdym względem wyjątkowa. No i.... Nigdy nie marzyliście żeby mieć skrzyła?


Anyari

Powrót do WoW'a...

Powróciłam, a jakże. Wybrałam jednak mniejsze zło, zamiast zabijać się co miesiąc prepaidem (ok 85 zł), po prostu zaufałam subskrypcji. Wiadomo, że naprzemienne opłacanie co miesiąc nie pozwoliłoby dwóm graczom zacząć gry jednocześnie od nowa, więc... Witaj WoWie po tak długiej przerwie...

Na początek oczywiście jak zwykle updade kilka GB, bo jak... Po ustawieniach grafiki za pomocą nVidia Experience przyszedł czas na pogrzebanie w ustawieniach gry. No bo przecież miał być nowy wygląd postaci.

A tu zawał serca.
Co to ma byc?!



Ale dawaj google, szukaj fryzjera... Ufff. Można zmieniać twarz. No to zrobiłam się na człowieka. Da się. Znaczy się na Elfa. Chyba lepiej wygląda niż wcześniej.


No i zaczęła się przygoda od nowa - drugie podejście do Blood Elfów, huntera. Póki co nie jest źle, mam 14 lvl i rośnie, więc chyba to będzie druga postać, którą poprowadzę przez te tysiące questów, tak jak ukochanego Druida :)


 Póki co fajnie się zdobywa nowe zwierzaczki i je zostawia w banku zwierzaków, po to by w sobie rozkochać kolejnego ;) I przyznać muszę, że teraz blood Elfy są ładniejsze. Poprzednie jakoś tak średnio... No, ale wiadomo, zawsze u fryzjera można zmienić twarz :D


I włosy! Nowe włosy, fryzury lepsze od poprzednich. I malowidła na twarzy! Przyzwyczajam się, i zmian nie lubię z natury, ale ta zmiana akurat wydaje mi się dużym plusem dla WoW'a. I póki co przy nim pozostanę. Subskrypcję anulować można zawsze... ;)

 ...okiem Drevniego
=)

Rift Online

Rift to niesamowita gra oprawiona przepiękną grafiką. Nie wymaga od nas bezsensownych opłat. Uczciwy F2P, to podstawa. ^^
Niesamowicie grywalny, z mnóstwem akcji i przyjaznym, intuicyjnym interfejsem.
Polecam każdemu, kto uwielbia gry MMORPG. To dla Was pozycja niemal obowiązkowa.
Wiem, że 20GB do pobrania troszkę boli, ale warto.
Siedzę teraz w pracy i myślę o tym co teraz będę robiła w grze jak wrócę do domu.
A w grze dzieje się wiele, naprawdę wiele. Czasami mam uczucie, że chciałabym być w kilku miejscach na raz, bo tyle jest akcji.

Nie wierzycie? Zapraszam do mnie na grupę Steam, to pogramy razem. Będę mogła wam udowodnić osobiście niezaprzeczalną wartość tej produkcji!
http://steamcommunity.com/groups/riftpl
Tak mniej więcej wygląda moja recenzja gry na Steamie.

Cóż można więcej dodać? Ano sporo.

Zacznę jednak od smutnych rzeczy. Pierwszą z nich jest strasznie mała liczba polaków w grze. Nie istnieją żadne gildie, klany, grupy czy społeczności. Jeśli kiedyś istniały, to już są nieaktywne, lub traktowane po macoszemu.
Szkoda z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że w ogóle ciężko teraz o sprawną, prężnie działającą społeczność graczy MMO. Szczególnie jeśli chodzi o nasz kraj. Pamiętam jeszcze z przed paru lat, że Internet aż kipiał od stron gildii, klanów itp. Teraz niestety ciężko uświadczyć taki widok.
Czyżby był to koniec jakiejś ery? Ciężko powiedzieć. Nowe produkcje powstają jak grzyby po deszczu. Starzy wyjadacze, jak WoW, wydają nowe dodatki i nie zanosi się na zamykanie serwerów.
Czyżby zatem Polska była zbyt biedna na grę? A może do szczęścia starcza nam Facebook i podlewanie grządek?
Żal…

Nie mamy ani pożarnych graczy ani społeczności graczy. Do tego każdy ma węża w kieszeni, i nie wydaje na mmo ani złotówki. Nie wchodzę w szczegóły. Ale mmo robione jest by zarobić, albo na abonamencie albo na mikro płatnościach. Bo to nie single player game, za którą płaci się raz!

Polacy próbują grać w mmo licząc że jest F2P i są rozczarowani.
Jeśli się mylę, proszę napiszcie mi to w komentarzach i dajcie namiary na ludzi, którzy potrafią się bawić w MMO.

Drugi powód jest taki, że Rift to naprawdę fenomenalna gra z prawdziwym F2P bez P2W. Je wiem, że są osoby, które mają padake jak ktoś może sobie kupić w sklepie miecz. Ale że dużo lepsze rzeczy można kupić lub znaleźć bez płacenia już jakby im umyka.

Gra jest wciągająca, pełna akcji i naprawdę nie można się nudzić.

Kocham WoWa całym sercem i z wielu powodów jest to dla mnie najlepsze MMO ever. Ale pod względem akcji, to WoW jest nudny jak flaki z olejem. Zwykłe robienie questów w Rift jest bardziej emocjonujące niż niejeden dungeon w WoWie.

Co tu dużo gadać, Rift jest grą wyjątkową. I naprawdę, przerobiłam już całe tony innych MMO. I mówię serio! NIE MA DRUGIEJ TAK MOCNEJ POZYCJI!
Ja naprawdę już nie pamiętam kiedy jakakolwiek gra zajmowała mi tak umysł. Tak wciągała. Po prostu chce się grać.
Uważam, że Rift Online, jest pozycją mocno niedocenioną. Moim zdaniem zasługuje miano alternatywnego WoWa.
Gry kultowej.




Przyłączcie się do nas!

Motylek vel Anyari

Half-Life

Horror, strach który narasta w naszych trzewiach z każdą minutą oglądanego filmu. Odruchowo zasłaniamy oczy… Wiemy że zaraz stanie się coś co nas przerazi…

Tak, tak właśnie jest gdy oglądamy film. Mamy całą gamę zachowań, które pozwalają nam zniwelować choć odrobinę Momot zaskoczenia, którym przeraża nas twórca.

Ale co, jeśli gramy w grę? Nie dosyć że musimy być wpatrzeni z uwagą w to co się dzieje na ekranie monitora, to jeszcze musimy reagować bezpośrednio na zdarzenia. Dodajmy jeszcze do tego słuchawki, w których słychać najdrobniejszy szmer, warknięcie czy stuknięcie. Muzyka, która sama w sobie jest niepokojąca, budująca atmosferę grozy… Środek nocy, ciemny pokój… Zupełnie pusty za naszymi plecami…. Ale czy na pewno pusty?

Ha! Mam was :D Macie też tak? Że jak gracie w coś sami w nocy i jest to horror, to co jakiś czas zdejmujecie słuchawki lub zerkacie za siebie? ;p
Ja się przyznaję, że tak.
Ale, nie o strachu ten tekst a o grze ma być. Jakiej? Dzisiaj zaserwuję wam chwilę z Half-Life.
Większość zna tą produkcję bardzo dobrze. Ja dopiero sięgam w głąb mrocznej historii. Jak to na mnie przystało dość przewrotnie, bo od 2 części.

Klimat gry, ma się rozumieć mroczny, choć nie przytłaczający. Sporo ludzkich przeciwników w pierwszych misjach, również daje relaksujące odczucia. Nauczona jednak doświadczeniem, wiem, że w którymś momencie wyskoczy na mnie coś, co mnie przerazi.
No i owszem, choć tu również wszystko odbywa się powoli. Najpierw te gluty z sufitu, później te kraby, i ofiary z krabami na głowach. Ale od momentu rozpoczęcia podróży wodolotem, robi się już naprawdę strasznie.

Gram na poziomie trudności łatwy, gdyż nie lubię się wysilać w grach. Jest całkiem spoko. Walka czasami doprowadzi, żę zostanie 5% życia, ale tryb łatwy daje nam to, że wiemy iż zaraz za rogiem jest apteczka.
Zwykle jest ich w nadmiarze, choć były momenty, że uciekałam przed strzelającym helikopterem właśnie z 5 życia na karku.
Amunicja też w miarę, potrafi się skończyć ale nie było sytuacji bym biegała z samym łomem.
Co więcej. Biorę się za nagranie mojej rozgrywki na YouTube, więc będziecie mogli sami zobaczyć jak mi idzie :D

Gra choć nieco starawa, w max detalach chodzi idealnie płynnie a jednocześnie nie trąci myszką. Daje się wczuć w klimat. A większość rzeczy wygląda naprawdę ładnie.

Grę kupiłam na Steam’owej promocji za 5 euro. Razem z Epizodem One i Two. Brakuje mi jeszcze Half-Life: Black Mesa. (jest to wersja przerobiona, dostosowana do nowego silnika i wygląda prawie tak dobrze jak druga część gry.)

Na pewno warto zagrać. W końcu tytuł jest kultowy a ja gwarantuję, że rozgrywka daje wiele radości.
Ci, którzy już przeszli grę i nie chce im się tracić czasu na ponowne przechodzenie, zapraszam na mój kanał.

Motylek Magda Gamewalker

Kerbal Space Program

Łohoho! Cóż to za gra! Cóż to za gra! Powala na kolanka, oba.
Wydaje mi się, że posiadanie tej gry to wręcz obowiązek dla każdego miłośnika kosmosu, konstruowania, kombinowania, myślenia itp. Od razu zaznaczam, żeby nie zwiodły was humorystyczne Kerbale. To fajne, zabawne urozmaicenie przy naprawdę zaawansowanym symulatorze lotu w kosmos.

Lot w kosmos? Cóż może być w tym trudnego? – Tymi słowami witają nas Kerbale. Te małe głupiutkie ludki chcą podbić kosmos, potrzebują jednak twojej pomocy. Głupiutkie Kerbale i Ty, genialny konstruktor, inżynier, wizjoner. Ekhm… :D Gra szybko pokaże Ci, że bliżej masz jednak do głupiutkich Kerbali ;p hehehe

Ale jak już dojdziesz do tego momentu, łatwiej będzie zacząć współpracować i współdziałać.
Pierwsze co dziedziczysz to mimika Kerbali. :D Kiedy leci rakieta, ich mordki widoczne są w małym okienku. Mimicznie odzwierciedlają to, co czują czy widzą. Po jakimś czasie masz takie samo przerażenie w oczach i otwarte szeroko usta, gdy rakieta konstruowana przez godziny robi spektakularne salto i rozbija się o glebę :D

* Naprawdę jest ciężko. Gram razem z największym fanem Kerbali. Maksiem lat 3. Ogląda let’s play-e, ma pomysły na konstrukcje, gra, odpala rakiety, rozkminia. (chyba zgłoszę go do producenta niech da jakąś koszulkę swojemu największemu a jednocześnie najmniejszemu z fanów!)

*Satysfakcja jest wielka. Gdy już osiągniemy jakiś sukces naprawdę możemy być z siebie dumni. To jest coś!

*Nie ma prawa się znudzić. Możliwości są nieskończone i zawsze, kolejny poziom rozwoju pozwala nam ulepszyć poprzedni projekt.

*Pożeracz czasu. Chyba wiadomo, że każda gra zabiera nam tyle czasu na ile jest dobra :D

Gra jest betą i ciągle się rozwija i zmienia. Warto więc już teraz się w nią zaopatrzyć, by móc wspomóc twórców w ich działaniach. Bo warto!

Gorąco Polecam!

Magda Motylek Gamewalker