Wygnaniec

 

Po słowiańskich książkach autorki nieco się bałam fantastyki, a raczej chyba powinnam powiedzieć Urban fantasy... I niepotrzebnie! 

Od pierwszych stron widać, że pisarka ma za sobą wiele książek. W historię wpada się jak w bagno już od pierwszych zdań... I bardzo ciężko ją odłożyć na bok. Jak zaczęłam, tak już czytałam ciągiem... Podobało mi się bardzo jak w trakcie akcji dowiadujemy się historii zarówno Anny jak i jej nowego hmmm... towarzysza w niedoli?

Akcja od samego początku sprawia, że czytelnik ma nieodpartą chęć wciąż czytać, by dowiedzieć się, co będzie dalej! To nie jest taka tam historia, która stopniowo nas wciąga jak znana seria o Szeptusze... Dodatkowym plusem jest jak dla mnie grubość książki - 480 stron i będzie więcej! Ciekawa jestem strasznie ile będzie tomów... 

Bardzo podoba mi się koncepcja świata pod naszym. Kraina elfów, nawiązania do mitologii celtyckiej... Oba te motywy uwielbiam i uważam, że ich jest za mało w polskiej literaturze fantasy!

Można się tu też sporo dowiedzieć o legendach celtyckich, o tym, jakie są podobieństwa do słowiańskich przesądów... 

Czuję w tej książce, że warsztat pani Katarzyny Bereniki Miszczuk nieustannie się rozwija i potrzebuję drugi tom na wczoraj! Taka lekka fantastyka z akcją jest idealną odskocznią od codziennych trosk... 

Dodatkowo można jej sobie posłuchać na Storytela z czego korzystałam w weekend. Sama książka nie jest trudną literaturą - mi przewidywalność nie przeszkadzała. Sięgając po nią trzeba brać pod uwagę, że to taka fantastyka lekka z humorem. Dlatego nie rozumiem negatywnych opinii...

Historia zaczyna się niepozornie, podobnie jak niepozorna jest okładka. Jednak po lekturze chyba wolałabym jakaś bardziej hm ujawniająca treść okładkę. Może z wnętrzem kuli?

Potrzebujemy kolejnego tomu na wczoraj 😸

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz