Dzieci wierzby

 

Na początku należy wspomnieć, że jest to druga książka autorki. Już od pierwszych stron zauważyłam duży postęp pisarki, ale też ogrom pracy włożony w tą historię. Ale od początku...

Poznajemy Karolinę i jej nietypowa rodzinę... Niespodziewane wydarzenie wywraca jej dotychczasowy świat do góry nogami i musi wrócić w rodzinne strony. Wydawałoby się, że tak właśnie się zaczynają typowe historie obyczajowe... No nie, tutaj nie spotkacie totalnie typowej historii obyczajowej. Bowiem dom jest domem dzieci kwiatów, gdzie wszystkie dzieci nasze są... A wolna miłość i ideologia przetrwały przez wszystkie lata z czasów lat sześćdziesiątych.

Choć przed Karoliną staje nie tylko jej własny życiowy zakręt z problemami, ale też i przeszłość jednej z matek. A także jej dzieciństwo. I dość nietypowa rodzona matka, która skrywa nie jedną tajemnicę swojego hipisowskiego życia...

I tu też wkroczy postać, która bardzo mi się spodobała, a jednocześnie jest kontrastowa dla Karoliny. Kuba jest bohaterem, którego potrzebowała ta historia i bez niego pewnie nie byłaby tak wyjątkowa. Świetny kontrast dwóch splecionych ze sobą przez niespodziewane wypadki losu żyć. 

Tutaj piękną historię ma tytułowa wierzba, ale nie zdradzę jej - musicie sami przeczytać i przekonać się skąd tytuł. 

Książka nie wydaje się gruba, ale przekazuje bardzo wiele. Takie właśnie książki lubię najbardziej, a wydaje się, że to tylko tyle a tyle rozdziałów, a po lekturze człowiek ma wrażenie jakby przeczytał kilka tomów sagi. Tutaj ukłon w stronę autorki, bo naprawdę widzę jak wielki ogrom pracy tutaj został włożony, by to wszystko spinało się ze sobą w całość.

Czytało mi się bardzo dobrze i muszę podkreślić, że w moim odczuciu ta książka jest jeszcze dojrzalsza niż poprzednia. Widać, że pisarka pracuje nad swoim stylem i dobrze wie, co chce nam swoją opowieścią przekazać.

Czekam więc na więcej spod pióra i życzę weny, i proszę nie przestawać pisać! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz